Ochronka dla zbrodniarzy

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Kiedyś byłem gangsterem. Teraz jestem przedsiębiorcą. A wy mi możecie nafikać.

Opowiemy o niejakim Andrzeju M. z Siemianowic Śląskich. Bandycie. Nie możemy ujawnić jego nazwiska, gdyż był on świadkiem koronnym. To mu przez pewien czas zapewniało bezkarność. Nie musiał już zajmować się bandyterką. Pod opieką państwa bezkarnie mógł oszukiwać ludzi udając biznesmena. Dlatego udając, gdyż prowadzenie biznesu dla nas oznacza prowadzenie interesów zgodnie z przepisami prawa, uczciwość i lojalność wobec swoich partnerów czy kontrahentów. A dla niego - kontynuację przestępczej działalności.

"Przedstawić się wam, wy leszcze? Jestem Andrzej z Siemianowic Śląskich. Poszedłem na współpracę z policją. Siedziałem razem ze Słowikiem w Hiszpanii, skąd mnie zawinęli".

Dla niewtajemniczonych: bandyta M. mówi, że go zawinęli, co oznacza, że został aresztowany.



"Konto mam niezłe. Nie tylko to bankowe. Słyszały o mnie wszystkie chłopaki spod celi. No bo, wiecie. Byle leszcze, takie jak wy właśnie, mogą zrobić napad. Co to za sprawa? Ale napaść na kolesia, a jak się postawi, przewiercić mu kolana... To ci dopiero zabawa. Leszcze tak nie potrafią".

Faktycznie. Andrzejowi M. zarzucano m.in. napady na ludzi i przewiercanie kolan. Był z niego bezwzględny zbir. Prawdziwe zwierzę. Nie znał litości dla innych. Dla siebie, owszem.

"Miało się trochę tej sławy. Pisali o mnie. Telewizja na mój temat zrobiła kilka audycji. Ten znany dziennikarz, jak mu tam, Michał Fajbusiewicz, nakręcił o mnie więcej niż jeden odcinek swojego kasowego programu. Ale nieładnie postąpił, nieładnie. Więc wytoczyłem mu proces. Niech się cieszy, że nie zająłem się nim w inny sposób".

Za swoje bandyckie dokonania Andrzej M. poszukiwany był europejskim nakazem aresztowania. Został zatrzymany za Pirenejami, sprowadzony do Polski i trafił tam, gdzie miejsce takich jak on. Czyli do więzienia. Ale Polska jest takim chorym krajem, gdzie prawdziwi bandyci, męty, osobnicy naprawdę niebezpieczni, pozostają na wolności. Polskie cele zapełniają biedacy, których bieda doprowadziła do popełnienia przestępstwa, ludzie, którzy zgrzeszyli raz czy dwa razy, chorzy i nieporadni Andrzej M. do nieporadnych nie należał.

"Poszedłem na współpracę z policją i wyszedłem z więzienia. Mogłem śmiać wam się w nos, wy leszcze".

Prawda jest taka, że na współpracę z policją idzie wielu przestępców. Ale nie każdy otrzymuje taką ochronę, jak Andrzej M. Zresztą prawo mówi, że instytucja świadka koronnego ma być stosowana tylko w wyjątkowych przypadkach. Za współpracę przestępca zwykle może liczyć na złagodzenie kary lub zgodę na dobrowolne poddanie się karze. Andrzeja M. został koronnym. Informował o bardzo wielu przestępstwach i przestępcach. Możliwe, że mówił prawdę. Możliwe, że konfabulował. Najpewniej trochę tak, a trochę tak. Niemniej uznano, że jest bardzo przydatny.



W nagrodę pozwolno mu robić biznes. Pozwolono mu nawet ponownie wyjechać do Hiszpanii. Z tego, co wiemy, prowadził tam wypożyczalnie quadów, skuterów i coś jeszcze. Ale bywał często w Polsce, tu również robił interesy.

Interesy były niezwykle zyskowne. Nic dziwnego, skoro Andrzej M. oszukiwał na podatku VAT. A niezależnie od tego handlował pechem, co też dawało mu zyski.

"Wam leszcze, tylko wydaje się, że wiecie, co to jest pech. Tak naprawdę to nic o pechu nie wiecie".

Handel pechem wyglądał następująco. Biznesmen z Gliwic kupił od Andrzeja M. trzy samochody wypełnione drutem zbrojeniowym fi 12. Kupił na tak zwany termin płatności. Cena za drut wyniosła 100 tys. zł z niewielkim hakiem. A ściślej niecałe 100 tys. zł plus VAT. Doszło do sporu między Andrzejem M. i tym gliwickim biznesmenem, którego szczegółów nie będziemy tu opisywać. W każdym razie Andrzej M. nie otrzymał pieniędzy.

Od tego jest prokuratura, żeby złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa, gdy któraś ze stron czuje się oszukana. A jeśli prokuratura nie doszuka się przestępstwa, to pozostaje inna droga prawna - czyli proces cywliny. Tak jest w całym świecie. Uściślijmy - w całym cywilizowanym świecie. A w Polsce?

"W Polsce było tak, jak ja chciałem".

Od sprzeczki pomiędzy Andrzejem M. i gliwickim biznesmenem minęło kilka dni. O 6.00 rozległo się głośne stukanie do drzwi. Do których drzwi? Rzecz oczywista, że do drzwi biznesmena z Gliwic. Inaczej ta historia nie znalazłaby się na www.przesladowani.pl.

Biznesmen podszedł do drzwi.

- Kto tam?

- Proszę otworzyć. Centralne Biuro Śledcze.

Cóż było robić. Otworzył drzwi. A po drugiej stronie kilku mężczyzn.

- Wziąłeś od Andrzeja towar?

- No wziąłem. A co jest?

- Słuchaj. Masz 48 godzin na oddanie mu pieniędzy, albo towaru. A jak nie, to cię (tu padło słowo powszechnie uznawane za obelżywe) zabieramy. Ale nie na komendę, tylko do lasu.

I temat się zamknął. Bieznesmen z Gliwic jest bowiem człowiekiem rozsądnym. Zrobił przelew i oddał Andrzejowi M. pieniądze za towar.

Być może nie byli to prawdziwi funkcjonariusze CBŚ. Jeśli tak, to znaczy, że mieli doskonale podrobione legitymacje, gdyż okazali je biznesmenowi z Gliwic.



"Zaczynałem, jak wielu. Od kradzieży samochodów. Na pożegnanie połamałem swojemu wspólnikowi ręce i nogi, a potem z garażu części do aut zabrałem. Kradzione były, więc to nie jego strata. Kiedyś byłem gangsterem. Teraz jestem przedsiębiorcą. A wy mi możecie nafikać".

Tak Andrzej M. mówił jakiś czas temu. Dziś już tak nie mówi, bo przeholował. I znowu trafił tam gdzie jego miejsce, czyli za kraty. Ale przez jakiś czas miał policyjną ochronę. I najprawdopodobniej pozostawał także pod nieformalną opieką policji. Na co dowodów nie ma, gdyż być nie może. Jedyny dowód, jaki mamy to relacja biznesmena z Gliwic, ale on nie ma powodu, by zmyślać. Są natomiast liczne dowody na to, że instytucja świadka koronnego, mająca służyć prawu, państwu i sprawiedliwości, uległa w Polsce wynaturzeniu. Świadkowie koronni, by tylko sprostać oczekiwaniom prokuratorów i policjantów, opowiadają niestworzone rzeczy. Oni cieszą się wolnością, a pomówieni przez nich idą siedzieć.

Ostatnio zmieniany piątek, 06 luty 2015 21:33

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku