Wielki prokurator, ale mały naciągacz

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zdolny, inteligentny, bogaty. Człowiek sukcesu ze świetlaną przyszłością przed sobą – tak można było scharakteryzować prokuratora Jerzego H. jeszcze piętnaście lat temu. Przez lata kierował Prokuraturą Apelacyjną w Katowicach. Największą w kraju!

 

Miał więc nieprawdopodobne wpływy. To jego ludzie „rozbili” gang "Krakowiaka", tropili „mafię paliwową”, doprowadzili do uwięzienia podejrzanego o oszustwa posła Marka K. i wielu innych rzekomych, bądź domniemanych przestępców. Uwaga – prosimy pamiętać, że rozgłos medialny nadany wielu sprawom nie odpowiadał ich randze.

Jak się wkrótce okazało - jako szef wszystkich prokuratorów na Śląsku – prokurator Jerzy H. sam popełniał przestępstwa. A wszystko to przez umiłowanie do luksusu i folgowanie nałogom.

Z pewnością dziennikarze tygodnika „Newsweek” nie byli pierwszymi, którzy zauważyli, że prokurator H. prowadzi nad wyraz wystawne życie. I wydaje o wiele więcej, niż zarabia. Wszyscy to widzieli. A z pewnością wszyscy prokuratorzy okręgowi i rejonowi w tzw. „apelacji” katowickiej. I co? I nic.

Dopiero dziennikarze zrobili raban, że nawet z pensji prokuratora apelacyjnego nie da się wybudować okazałego domu i kupić dwóch samochodów BMW. Jerzy H. oburzył się i zagroził tygodnikowi pozwem sądowym. Wyjaśniał, że pomogła mu teściowa, która otrzymała solidny spadek. W tłumaczenia te nie uwierzyła jednak Barbara Piwnik, ówczesna minister sprawiedliwości, która zdymisjonowała go i poleciła wszcząć w jego sprawie śledztwo. Efekty śledztwa przeszły wszelkie oczekiwania. Jak się okazało, były już szef Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach przez blisko 10 lat wzywał do swojego gabinetu szefów różnych firm na Śląsku i wypłakiwał się im na temat dramatycznej sytuacji finansowej prokuratury. Narzekał, że nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby - papier, tusze i telefony, o drukarkach i komputerach nie mówiąc. Prosił o wsparcie. A kto odmówi prokuratorowi? I to jeszcze szefowi Prokuratury Apelacyjnej?

Przedsiębiorcy więc nie odmawiali. Dostawali fikcyjne faktury, a prokurator H. upragnione pieniądze na własne potrzeby. Wyłudził łącznie 1,7 mln. zł. W 2002 roku prokurator Jerzy H. został zatrzymany i trafił za kratki. Po trzech latach wyszedł i odpowiadał z wolnej stopy. W tym czasie nadal otrzymywał pensję prokuratora, ale już nie apelacyjnego, więc mniejszą niż przedtem. A ponieważ nawet ta dawna, większa mu nie wystarczała, nietrudno się domyślić, że znów zaczął kombinować.

I wykombinował – fałszował zaświadczenia o swoich zarobkach i wyłudzał bankowe kredyty. Tylko pomiędzy 2008 a 2009 wyłudził 32 kredyty na kwotę ponad 100 tys. złotych..

Dwa lata temu zapadł wyrok w sprawie wyłudzeń z czasów kiedy był jeszcze prokuratorem apelacyjnym. Sąd skazał Jerzego H. na 8 lat więzienia. Prokurator musiał więc wrócić za kratki. Trafił do Zakładu Karnego w Raciborzu, a potem, kiedy zaczęło się postępowanie w sprawie drugiej serii wyłudzeń, do Krakowa.

I przez ten cały czas otrzymywał... prokuratorską wypłatę. Jako prokurator w stanie spoczynku dostawał 75  proc. ostatniej pensji czyli ponad 5 tys. zł. Płatne z naszych podatków.  H. wciąż miał prokuratorskie przywileje, ponieważ przez 13 lat nie stawiał się na posiedzeniach sądu dyscyplinarnego. Dopiero w marcu br. prokuratorski sąd zdecydował o usunięciu go z grona śledczych. Lepiej późno, niż wcale.

 


Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku