Trafili za kraty, ponieważ zdobyli preparat uśmierzający potworne bóle dla ciężko chorej staruszki. Postępowanie wobec nich to wyraz okrucieństwa ze strony funkcjonariuszy państwa. Tęsknoty za torturami.
Państwo Dołeccy, rodzice założyciela stowarzyszenia Wolne Konopie Andrzeja Dołeckiego, są na wolności. Przez dwa miesiące przebywali w areszcie za to, że chcieli ulżyć cierpieniom ciężko chorej babki. Sprowadzili dla niej z zagranicy olej z konopi, który jest jedynym środkiem uśmierzającym bóle kobiety.
Gdyby mieli na to zezwolenie, nic by im nie groziło. Ale że takiego zezwolenia nie otrzymali, popełnili przestępstwo. Przestępstwo bardzo ciężkie. Sprowadzili narkotyk. Za to prokuratura postanowiła wsadzić ich za kraty. Wypuściła dopiero po śmierci starszej pani. Za kaucją wynoszącą 50 tys. zł. W ich przypadku jest to bardzo wysoka kwota - musieli się zapożyczyć, by wyjść na wolność.
To pokazuje nie tylko bezduszność urzędników polskiego państwa, którzy nie zważali na to, że Dołeccy nie są żadnymi dilerami, nie mają nic wspólnego ze sprzedawcami śmierci. To pokazuje również absurdalność działania instytucji polskiego państwa. Gdyby Dołeccy wozili swoją mamę i babcię do Cieszyna, razem z nią spacerkiem szli do czeskiej części miasta i tam poili ją olejem z konopi, nic by im nie groziło. W Czechach nie penalizuje się (nie karze się) tych, którzy zażywają tzw. miękkie narkotyki. A za taki uchodzi ów olej o właściwościach leczniczych.
Gdyby swoją bliską albo siebie faszerowali dopalaczami, także nic by im nie groziło. Dopalacze nie są przecież narkotykami.
Gdyby kogokolwiek (poza dziećmi) poili alkoholem i częstowali papierosami, również pozostawaliby bezkarni. Choć alkohol i papierosy uzależniają, choć sieją spustoszenie w polskim społeczeństwie, choć zabijają, nikt ich nie zakazuje. Ich sprzedaż i produkcja są dozwolone, a państwo czerpie z tego tytułu krociowe zyski. Ale zarówno alkohol, jak i papierosy spożywane są dla przyjemności. A w przypadku osób uzależnionych dlatego, że domaga się tego organizm. Olej konopny to lek, ma uśmierzyć bóle. To też się nie liczy.
Starożytni mawiali "dura lex, sed lex". Surowe prawo, ale prawo. I nawet, gdyby uznać, że prawo złe bądź surowe niestety musimy stosować, dopóki nie zostanie zmienione, to w przypadku Dołeckich postępowanie prokuratury, a następnie sądu, należy ostro potępić. Jeśli nawet uznano, że złamali prawo, to przecież są inne środki zastępujące areszt. Tak zwane inne środki zabezpieczające prawidłowy tok postępowania. Na Dołeckich od razu można było nałożyć kaucję. Można było kazać im stawiać się w komisariacie policji. Można było zatrzymać paszporty.
Tego zaniechano. Co pokazuje prawdziwą istotę państwa polskiego Anno Domini 2015. Państwa wrogiego obywatelom. Państwa represyjnego. Państwa, które uznaje tylko te sankcje, które są najsurowsze. Gdyby można było brać podejrzanych na męki, drzeć z nich pasy podczas przesłuchań, przypiekać, wyrywać paznokcie, z pewnością by to czyniono.