Maszynka do produkcji wyłudzeń. Część II (ostatnia)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Z raportu Komisji Europejskiej: Nasze sądy rzekomo są niemal doskonałe. Ich sprawności w orzekaniu zazdrościć ma prawie cała Unia. O czym pisaliśmy w Części I. Tylko kto w to uwierzy?

No właśnie, kto w to uwierzy? Nikt o zdrowym rozsądku. No więc, jak to jest? Chyba wiemy.

Statystyki, wedle których polskie sądy biją rekordy skuteczności, uwzględniają przecież e-sąd. Tę arcypatologię ukochaną przez naciągaczy i oszustów.

Wpisując e-sąd w wyszukiwarce google pojawiają się następujące odnośniki:

"E-sąd. Złóż pozew online. Adwokat prowadzi postępowanie - dłużnik zwraca wszystkie koszty".

"Nie musisz korzystać z sądu, by odzyskać pieniądze. Wezwanie Krajowego Rejestru Długów. Dopisz dłużnika. Sprawdź swoją firmę".

"Masz nakaz zapłaty? Otrzymałeś nakaz zapłaty z e-sądu? Pomożemy ci wnieść sprzeciw".

To trzy pierwsze linki w internetowej wyszukiwarce. Pod nimi wiele innych o podobnej treści.

Sąd elektroniczny wprowadzono ustawą z 2009 r. W pierwszym 2010 r. działalności wpłynęło do niego 700 tys. spraw. Do końca 2013 r. do E-sądu (Wydział VI Cywilny Sądu Rejonowego Lublin-Zachód dla całej Polski) wpłynęło 5,2 mln spraw. Sąd wydał 4,4 mln werdyktów. To daje 4018 wyroków dziennie (licząc z sobotami niedzielami), 167 werdyktów na godzinę (licząc dni wolne, popołudnia i noc, czyli nawet te chwile, gdy sąd był zamknięty). Spytacie, jak to możliwe?

Tak to możliwe, że w założeniu E-sąd miał zajmować się najprostszymi sprawami finansowymi. Ktoś nie płacił abonamentu telefonicznego, rachunków za gaz itp. Do tego sądu mały płynąć wnioski o wydanie nakazu zapłaty. Jeśli były od strony formalnej kompletne, E-sąd podejmował decyzję.

Oszuści byli w siódmym niebie. Od kogo się dało kupowano za grosze przeterminowane należności. Nie informując E-sądu, że są przeterminowane. Do ludzi w całej Polsce popłynęły nakazy zapłaty za coś, co się nie należało, co już zostało uregulowano w całości albo w części. Skazani często nie pamiętali, czy rzeczywiście mieli dług, a że były to kwoty stosunkowo drobne, płacili dla świętego spokoju.

Oczywiście od werdyktu można się było odwołać. Ale i na to był sposób. W dokumentach do E-sądu "mylono" adres dłużnika. Ten się nie odwoływał. Wówczas zapadał wyrok. Potem nakaz zapłaty otrzymywał komornik, ale już z prawidłowym adresem. Banalnie proste, prawda?

 

I tak państwo polskie stało się inicjatorem gigantycznego przekrętu. Oszuści otrzymali narzędzie, o którym w najśmielszych marzeniach nie śnili. A w statystyce polskie sądownictwo stanowi wzór dla Wielkiej Brytanii, Holandii czy Belgii.

 

Ostatnio zmieniany niedziela, 15 marzec 2015 07:47

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku