W każdym razie, gdy przyszła matka chce mieć dziecko, to nasze wspaniałe państwo, choć nie za bardzo pomaga, przynajmniej stara się ciężarnym nie szkodzić. Nie szkodzić? O głupcy, którzy w to wierzycie! Od czego niesławny ZUS, nękający nie tylko kobietę spodziewającą się dziecka, ale także jej pracodawcę?
Jadwiga (w rzeczywistości kobieta nosi inne imię) mimo młodego wieku (25 lat) ma już pewien staż pracy. Pracowała niemal od początku studiów, aby powoli uniezależnić się od rodziców.
Przez te kilka dotychczasowych lat pracy zawodowej, jej pracodawcy regularnie płacili za nią składki. Nie chorowała przewlekle, a pojedyncze zwolnienia lekarskie trwały kilka dni i wiązały się z co najwyżej tygodniową nieobecnością w pracy. Jadwiga zaszła w ciążę. A ciąża, jak to często bywa, w jej przypadku wiązała się z pewnymi powikłaniami. Jadwiga z powodów zdrowotnych wylądowała na zwolnieniu lekarskim na tyle długim, by pod swoje skrzydła wziął ją ZUS. Bo podobno ciężarna kobieta pozostaje pod szczególną opieką państwa. Wiadomo - Matka Polka i tym podobne pierdoły.
Znając zabójcze tempo, w jakim ZUS wypłaca świadczenia, Jadwiga nie zmartwiła się zbytnio, kiedy należne jej pieniądze nie trafiły w terminie na konto. Jednak, kiedy przyszła matka otrzymała listowne powiadomienie o "wszczęciu postępowania" w jej sprawie i wstrzymaniu wypłaty świadczeń, przeżyła szok. Dowiedziała się bowiem, że jest podejrzewaną o próbę oszustwa. Zaszła w ciążę, by oszukać państwo i wyłudzić pieniądze.
- Jestem typem człowieka, który denerwuje się przy kontroli trzeźwości na drodze, mimo że nie tknął alkoholu od sześciu miesięcy, więc zawiadomienie o "wszczęciu postępowania" wywołało u mnie palpitacje serca. Potem na kontrolę został wezwany mój pracodawca. Dlaczego? Ponieważ zatrudnił mnie na miesiąc przed zajściem w ciążę, a to w ZUS-ie wzbudza podejrzenie, że wspólnie z nim uknułam spisek mający na celu podstępne zapłodnienie i wyłudzenie z ZUS-u pieniędzy - wyjaśnia Jadwiga. - Bogu ducha winna księgowa spędziła godzinę na tłumaczeniu urzędniczce, w jaki sposób zostałam zatrudniona, co wyróżniało mnie na tle innych kandydatów i czym się zajmowałam podczas pięciu miesięcy pracy na swoim stanowisku. Co więcej, żądano od niej dowodów mojej faktycznej działalności w firmie i świadków mojej pracy.
Zusowskie śledztwo trwało. W kolejnych tygodniach ZUS dwukrotnie miał zastrzeżenia do zwolnień wystawionych przez lekarza Jadwigi. A więc wykryto już szajkę. Ciężarna, jej szef i jej lekarz. Szkoda, że nie zaangażowano ABW! No i rzecz jasna CBA.
Być może sprawa jest rozwojowa. Szajka może liczyć więcej osób. No przecież należy do niej zaliczyć sprawcę całego zamieszania, czyli mężczyznę, któremu Jadwiga powije dzieciątko. Ono samo zresztą też może być winne przynajmniej pomocnictwa w próbie wyłudzenia państwowych pieniędzy. Wszak nieznajomość prawa (zakładamy, że płód polskich przepisów nie zna) nie zwalnia od odpowiedzialności. No i kolejny kompan Jadwigi, jej szefa i jej lekarza. Czyli kolejny lekarz. Albowiem kobieta, chcąc rozwiać podejrzenia urzędników, zrobiła sobie wycieczkę na drugi koniec miasta do ginekologa po dodatkowy podpis i pieczątkę. Jest więc kolejny podejrzany (ginekolog).
Źródło:
http://wyborcza.pl/1,95892,17173963,Jestem_wsciekla__ze_moje_panstwo_podejrzewa_mnie_o.html#ixzz3NvOSz5KM)
Nie jest to jedyny przypadek nękania ciężarnych kobiet przez ZUS. Jednocześnie ten sam ZUS daje się dymać bez wazeliny (za brzydkie słownictwo przepraszamy). Znamy przykład, kiedy prezydent pewnego miasta zatrudnił na kierowniczym stanowisku panienkę w zaawansowanej ciąży. Zaoferowane jej warunki były o wiele atrakcyjniejsze od tych, które mieli jej poprzednicy, choć jej umiejętności były o wiele mniejsze. W tej sprawie ZUS śledztwa nie prowadził. Wedle zasady, że co wolno wojewodzie...
Nasze państwo zainteresowane jest losem dziecka, dopóki nie ujrzy ono świata. Naszych stróżów prawa i interesów państwa najbardziej chyba rajcuje, gdy kobietę można zaciągnąć na ławę oskarżonych - bo sobie na przykład wypiła będąc w ciąży. Państwo życzy sobie, by poczęty płód dojrzał i urodził się, nawet jeśli noworodka nikt nie chce, a jego życie kończy się na śmietniku. A dlaczego kończy żyć na śmietniku? Że główną przyczyną jest nędza i brak pomocy dla młodocianych matek... Mniejsza o to.
Skomentuj
Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.