Andrzej Gąsiorowski przez ponad 20 lat był jednym z najbardziej pożądanych łupów polskiego wymiaru sprawiedliwości. Dlaczego? Przecież nie był członkiem żadnej grupy przestępczej. Praktycznie nie złamał też prawa. Można nawet powiedzieć, że ma na koncie sporo dobrych uczynków, jak choćby wykupienie przez spółkę Art-B, którą prowadził z Władysławem Bagsikiem, rocznej produkcji Ursusa. Fabryka została uratowana przed bankructwem ale niewykluczone że właśnie ta pomoc mogła zaszkodzić Gąsiorowskiemu i Bagsikowi. Rząd, któremu przewodził wówczas premier Jan Krzysztof Bielecki, chciał zakład likwidować. Być może uznano, że biznesmeni wyrośli ponad miarę i są naprawdę niebezpieczni.
Wkrótce potem Bagsik i Gąsiorowski musieli uciekać z kraju i z dnia na dzień z szanowanych powszechnie biznesmenów stali się „niebezpiecznymi aferzystami”.
Spółka założona została w 1989 roku. Handlowała praktycznie wszystkim – od kawy i herbaty, przez sprzęt RTV, samochody, aż po dzieła sztuki. Nawiązała współpracę z koncernem GoldStar – dzisiejszym LG, organizując montownie w Polsce. Art-B w niespełna dwa lata przekształciła się w ogromny holding skupiający 3 tysiące spółek, w których zatrudnionych było prawie 140 tysięcy osób. Bagsik i Gąsiorowski obracali bilionami ówczesnych złotych. Jako pierwsza prywatna spółka w Polsce Art-B otrzymała koncesję na handel bronią.
Skąd ludzie nie posiadający fortuny mogli rozwinąć taki biznes? Wykorzystali tak zwany oscylator ekonomiczny. Polegał on na tym, że panowie ulokowali pieniądze w banku, następnie pobierali czeki potwierdzone, czyli gwarantowane przez bank na ulokowane kwoty i realizowali je w innym banku, gdzie zakładana była kolejna lokata, pobierany kolejny czek gwarantowany i tak w kółko. Jak wspomina Bielecki : „Minister Milczanowski, odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne i śledczy z trudem próbowali nadążyć za tymi czekami i zrozumieć, na czym ten oscylator polega.”
Trudno jednak dociec, dlaczego sprawą interesowało się MSW. Nie była to praktyka zabroniona, nie wiadomo więc, na czym miało polegać ich przestępstwo. Banki powinny im wręcz dać nagrodę, jak tym hakerom, których zatrudnia się po to, żeby łamali systemy zabezpieczające, aby sprawdzić co w nich źle działa.
Kiedy właściciele Art-B bogacili się dzięki oscylatorowi, nasze władze – zarówno ustawodawcza jak i wykonawcza, zajmowały się sprawami o wiele ważniejszymi – religią w szkołach, wizerunkiem orła w koronie i podobnymi sprawami.
Najbardziej poszkodowany przez oscylator Bank Kredytowo–Handlowy S.A. w Katowicach miał, wedle ustaleń prokuratury, stracić 424 milionów zł. W 1991 zostały mu przekazane akcje Art-B, na których – jak zauważył Gąsiorowski - przez 23 lata rzekomo pokrzywdzony uzyskał do dziś kwotę 621 milionów zł .
Więc co to za afera, na której zarobili wszyscy, poza szeregowymi pracownikami spółek Bagsika i Gąsiorowskiego, gdyż ci w wyniku likwidacji spółki stracili pracę? Może chodziło o to, że po prostu ich świetnie prosperujące interesy zaczęły być solą w czyimś oku? Jak się później okazało, w naszym kraju prężnie rozwijające się firmy są bardzo gorliwie unicestwiane przez urzędy, a potem rozkrada się ich majątki. Choćby Optimus Romana Kluski, to przykład pierwszy z brzegu. Można nawet powiedzieć, że klimat do rozwijania przedsiębiorczości jest u nas jedynie deklaratywny, a w praktyce na każdego przedsiębiorcę patrzy się nieufnie jak za czasów PRL.