Strażnik miejski, policjant, kontroler w autobusie, ochroniarz w banku czy sklepie – wszyscy uzurpują sobie prawo do wglądu w nasze dokumenty czy sprawdzania zakamarków naszych toreb i torebek. Nie wszyscy jednak robią to legalnie. Zgodnie z prawem wylegitymować nas może policja, a także funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu, Biura Ochrony Rządu, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Służby Celnej, policji skarbowej. Poza tym przedstawiciele różnych straży: Granicznej, Ochrony Kolei, Miejskiej (Gminnej), Łowieckiej i Rybackiej. Dwie ostatnie jednak ma prawo nas sprawdzać jedynie w przypadku podejrzenia o kłusownictwo - nielegalne polowanie na zwierzęta lub połów ryb. Osoba cywilna może być także legitymowana przez Żandarmerię Wojskową w trakcie pobytu na terenie jednostki wojskowej lub w obiekcie wojskowym.
W takim razie co z kontrolerami biletów i ochroniarzami? Ci nie mają prawa żądać naszych dokumentów, ani zaglądać do torebki, choć bardzo często roszczą sobie do tego prawo. Kiedy podejrzewają, że popełniliśmy wykroczenie, mogą co najwyżej wezwać policję, która nas wylegitymuje i przeszuka. Wówczas, jeśli okaże się, że podejrzewano nas słusznie, zostaniemy obciążeni kosztami policyjnej interwencji. Większość ochroniarzy jednak ignoruje przepisy, a naruszając nasze elementarne prawa zasłania się tym, że przecież oni tylko grzecznie poprosili o udostępnienie zawartości torby, a my uprzejmie zastosowaliśmy się do prośby. W praktyce jednak już sam ton głosu pracowników ochrony niewiele ma wspólnego z grzecznością a „uprzejma prośba” jest nadużywana, często stawiając niewinnych klientów w bardzo kłopotliwej sytuacji.
O ile jednak można wybaczyć nieznajomość prawa właścicielom sklepów, czy innych placówek komercyjnych, niedopuszczalne jest to w przypadku tych, którzy w kwestiach prawnych powinni być autorytetem czyli sędziów. Tymczasem w prawie wszystkich sądach, zamiast funkcjonariuszy policji sądowej, spotykamy pracowników firm ochroniarskich. Przeglądają oni nasze torby i rekwirują niebezpieczne – ich zdaniem – rekwizyty. Jednymi z najbardziej zabójczych przedmiotów są ich zdaniem - aparat fotograficzny i dyktafon. Jest to absolutny skandal i bezprawie. Kontrole toreb przy wejściu do sądu – o ile dokonywane są przez ochroniarzy (a właśnie tak się dzieje) – to łamanie prawa. Łamanie prawa, które dzieje się na mocy regulaminów sądowych, sporządzanych przez prezesów tych instytucji.
Od 2007 r. policja skarbowa ma prawo śledzić, podsłuchiwać i przeszukiwać podatników. Dziś kontrolerzy skarbowi mają bardzo szerokie uprawnienia, zbliżone do policji. Instytucje skarbowe posiadają nawet w swoich szeregach ludzi wyszkolonych do posługiwania się bronią palną. Wszystko dla dobra Skarbu Państwa.
Coraz szersze kompetencje, tym razem już zupełnie legalne, zdobywa Służba Celna. Kiedyś celnicy trzymali się blisko granic. Te jednak zostały już w większości zniesione, więc celnicy mogą nas skontrolować zawsze i wszędzie. Sprawdzają, czy aby nie mamy papierosów czy innych towarów z przemytu. Każdy z nas jest tu potencjalnym przemytnikiem czy paserem. Pięć lat temu celnicy zdobyli nowe uprawnienia. Zmieniona wówczas ustawa o służbie celnej, uchwalona wraz z ustawą o grach hazardowych przyznała celnikom uprawnienia do „niejawnej obserwacji i rejestracji obrazu zdarzeń w miejscach publicznych oraz dźwięku towarzyszącego tym zdarzeniom w celu ustalenia sprawców i uzyskania dowodów przestępstw”. Tak więc pod pretekstem walki z organizatorami nielegalnych gier hazardowych, przemytem towarów i ich dalszą odsprzedażą oraz nielegalnym obrotem wyrobami akcyzowymi, celnicy mają prawo wszystkich nas filmować, nagrywać, sprawdzać i inwigilować na inne sposoby. W końcu każdy z nas to potencjalny bandzior.