Tak jak należy postąpiła niedawno Joanna Mendrala, kierowca autobusu miejskiego w Rzeszowie. I została nagrodzona... naganą. O tym, że jej poczucie obywatelskiego obowiązku i to, czego uczą w szkołach, to postawa zła i naganna, przekonała się właśnie ratując ludzkie życie. Bezmyślność ludzka nie ma jednak granic!
Kilka dni temu pani Joanna, kierowca autobusu Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Rzeszowie, uratowała życie pasażerowi, który stracił przytomność w jej autobusie. Pani Joanna przez kilkanaście minut ratowała pasażera (wcześniej wzywając pogotowie, jako, że był to jedyny pasażer w autobusie i nie mogła nikogo prosić o pomoc). Gdy po 15 minutach przybyli ratownicy byli zdziwieni, że tak drobna osoba z takim poświęceniem przy dużym nakładzie sił fizycznych, tak skutecznie prowadziła reanimację. Większość mediów w tym Internet doceniły postawę 23-letniej pani Mendrali i rozpropagowały jej czyn jako godny pochwały. Niektórzy nazwali ją bohaterką, choć to akurat przesada. po prostu postąpiła właściwie, ale co już należy podkreślić, postąpiła kompetentnie i profesjonalnie. Powinna służyć za wzór, bo zbyt często spotykamy się z przypadkami obowjętności, gdy ktoś leży nieprzytomny na ziemi, nawet w zimie. W Polsce jest to tak częste, że ukuto nawet specjalny termin - znieczulica.
I tu moglibyśmy przyłączyć się do podziękowań... i gratulować pani Joannie i jej przełożonym, bo przecież zatrudnili i tak świetnie wyszkolili kierowcę publicznej komunikacji. Ale gratulacji dla szefów Mendrali nie będzie. Niedługo po incydencie, jej bezpośredni przełożony udzielił jej upomnienia, że nie przyjechała autobusem do bazy.
Dno!
Czy ktoś normalnie myślący może sobie wyobrazić, że osoba w szoku jest w stanie, po takim stresie i wysiłku fizycznym, wsiąść do autobusu i kierować nim, jadąc ulicami dość dużego w końcu miasta? Na co taki kierowca narażałby siebie w takim momencie? Na co narażałby innych użytkowników drogi? Czy tak myśli przełożony udzielający Mendrali upomnienia? Bo jeśli tak, to jest niebezpieczny, piastując to swoje stanowisko.
Ciekawe, że gdy tylko w świat poszła informacja o naganie, kierownictwo firmy zrobiło z Mendrali kłamczuchę, mitomankę, a może tylko idiotkę, która nie wie, co się do niej mówi. Tak należy traktować dementi władz spółki, w osobie prezesa MPK w Rzeszowie Marka Filipa:
- „Poszła w świat informacja, która psuje obraz całej sytuacji - mówi. - Nigdy w najmniejszym stopniu nie było mowy o tym, żeby wyciągać jakiekolwiek negatywne konsekwencje z tej sprawy. Nie było najmniejszej podstawy do tego, nikt takich działań nie sugerował i nie miały one miejsca” – zapewnił w rozmowie z portalem Gazeta.pl.
Jednocześnie jednak przyznaje, że mogło dojść do nieporozumienia i że jakieś upomnienie ze strony dyspozytora mogło mieć miejsce, ale Pani Joanna mogła w stresie źle, zbyt emocjonalnie, odebrać jego słowa. Czyli ona to idiotka. Mimo że prezes zapewnia, że nie ma mowy o żadnym karaniu, czy upominaniu, a nawet pani Joanna otrzyma nagrodę pieniężną za swoją postawę, to jednak niesmak zostaje.
Prawdopodobne, nieprzyjemna rozmowa między panią Mendralą, a zastępcą kierownika działu przewozów, niedługo zdarzeniu, miała miejsce. Prezes zapewnia, że z pewnością dyspozytor nie miał złych intencji, a tylko była to zła metoda odreagowania stresu z jego strony. Jego stresu? Jakiego stresu? Jeśli stresem dla niego jest, że pracuje, to rozwiązanie wydaje się bardzo proste. Oczywiście nie było mowy o stresie tej młodej kobiety, która sam na sam z umierającym mężczyzną toczyła walkę o jego życie. No, co za skandal, przecież autobus się spóźni, co wpłynęło na stres siedzącego w dyspozytorce jej przełożonego? Czyż to nie on powinien się zachować dojrzale i nie narażać na niebezpieczeństwo, ani jej, ani innych mieszkańców Rzeszowa?
Prezes Filip przyznał też, że …. „pani Joanna mogła być przez dyspozytora zapytana, czy zjedzie pustym autobusem, ale też mogło paść takie polecenie”...
Trzeba też odpowiedzieć sobie na pytanie czy następnym razem pani Joanna zachowa się tak samo? Czy nie przeżyje momentu zawahania? A osoby, które z zainteresowaniem przyglądały się w mediach całej sytuacji, nie będą się zastanawiały w podobnej sytuacji?
Podobno osoby, które ratując innych, nawet jeśli robią to nieudolnie nie odpowiadają za nieudane efekty pomocy. Choć nie jest to takie pewne. Jaką człowiek ma gwarancję, że głupi prokurator nie postawi zarzutu za przyczynienie się np. do śmierci. No jaką? Tym bardziej, że stawia się zarzut nieudzielenia pomocy nawet takim osobom, które zawiadomiły o wypadku, ale same nie przystąpiły do reanimacji. Stawia się zarzuty - w tym wypadku przekroczenia obrony koniecznej - osobom, które wystąpiły w obronie czyjegoś życia bądź mienia. Dlatego przypadek pani kierującej autobusem MPK w Rzeszowie, choć może drobny, ale jest znamienny. Pani Joanno - niech pani dalej taka pozostanie! Głowa do góry! Pani jest więcej warta niż ten prezes i ten durny dyspozytor razem wzięci.
źródło: http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17097106,Uratowala_zycie_pasazera_i_dostala_od_kierownika_upomnienie_.html
Podobno życie ludzkie jest najwyższą wartością, a każdy człowiek ma moralny i prawny obowiązek ratowania życia i zdrowia innych. Co więcej prawo przewiduje karę dla tych, którzy w sytuacji, gdy trzeba komuś udzielić pomocy, pozostaną bierni.
Skomentuj
Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.