A być może tobie, drogi czytelniku, lub tobie szanowna czytelniczko wydaje się, że was ten problem nie dotyczy? Możliwe. Ale nawet jeśli, to możliwe, że w bliżej nieokreślonej przyszłości ten problem może być także waszym problemem. Nie wierzycie...
Autor tego skromnego artykułu otrzymał kilka lat temu zgodę sądu na wgląd do akt pewnego procesu. Wśród oskarżonych była młoda kobieta, a jej jedyną winą było to, że na lewo zameldowała się w mieszkaniu, w którym faktycznie nie mieszkała. Sprawdzono to i została oskarżona o złożenie fałszywego oświadczenia.
Aby zgromadzić materiał dowodowy pozwalający postawić jej zarzuty, skrzętnie gromadzono dowody potwierdzające faktyczny stan rzeczy. A były to np. dowody zakupów w sklepach. Tak więc najpierw służby, następnie prokurator, dalej sąd, a wreszcie piszący te słowa dowiedzieli się, gdzie wspomniana kobieta kupuje produkty spożywcze, gdzie wybiera ciuchy, a gdzie bieliznę. Poznaliśmy obyczaje i gust owej młodej kobiety. A ponieważ materiał dowodowy był zebrany naprawdę skrupulatnie, więc dowiedziałem się m.in. jakie majteczki dama ta lubi nosić. Najbardziej lubiła stringi.
Inwigilacja może przybrać różne formy. Nie trzeba podsłuchiwać człowieka, by dowiedzieć się o nim naprawdę sporo. Czasem wystarczy sprawdzić tylko bilingi rozmów. A gdy jeszcze wiadomo, w jakich punktach sieci telefonii komórkowej logował się telefon inwigilowanego - bajka.
Jakiś czas temu podano, że niektóre miasta zamówiły specjalne oprogramowanie do swojej sieci monitoringu wideo. Oprogramowanie to rozpoznawać ma po mimice osób widocznych w kamerze, czy osoby te mogą zamyślać coś niemiłego dla innych. A przecież jeszcze prostszym oprogramowaniem jest to, które rozpoznaje daną osobę po rysach jej twarzy bądź po ubiorze. Wystarczy mieć zdjęcie inwigilowanego i... tu wielkiej wyobraźni nie potrzeba, by domyślić się, jakie możliwości mają ci, którzy zamierzają inwigilować.
Kilka miesięcy temu na tapecie były właśnie bilingi. Najpierw sytuację badała Najwyższa Izba Kontroli (NIK). Skontrolowała wybrane sądy i prokuratury, a także policję, Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), Służbę Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), Straż Graniczną (SG), Żandarmerię Wojskową (ŻW), Ministerstwo Finansów (kontrola skarbowa), Urząd Komunikacji Elektronicznej.
I katastrofa. Oczywiście NIK tak tego nie określiła. Kontrola wypadła "pozytywnie , mimo stwierdzonych nieprawidłowości". Ale z raportu wynika, że nie ma regulacji, które uniemożliwiałyby inwigilację z jakichś nieczystych pobudek. Wyobraźmy sobie sytuację, że grupa funkcjonariuszy próbuje sobie dorobić wyszukując osoby superzamożne, a następnie ich słabe punkty, jakieś grzeszki, po czym je szantażuje. Taki szantaż może zresztą posłużyć innym celom, np. zmuszeniu do złożenia fałszywych zeznań. Niemożliwe? A jednak.
NIK dokonała jeszcze poważniejszych ustaleń. Tak naprawdę to nie wiadomo, czy kogoś inwigilowano, czy nie i po co. Nie wiadomo, kto konkretnie tę inwigilację prowadził.
Wnioski:
"Najwyższa Izba Kontroli uważa, że obowiązujące w Polsce przepisy dotyczące pozyskiwania danych telekomunikacyjnych nie chronią dostatecznie praw i wolności obywatelskich przed nadmierną ingerencją państwa. W ocenie NIK uprawnienia służb do pozyskiwania danych telekomunikacyjnych wymagają pilnego doprecyzowania. W Polsce brakuje niezależnego organu, który weryfikowałby zasadność pozyskiwania i wykorzystania billingów. Nie ma też systemu zbierania informacji o zakresie pozyskiwanych danych, a w konsekwencji rzetelnych informacji na ten temat".
Kilka miesięcy temu Trybunał Konstytucyjny (TK) osądził inwigilację, rzekomo "legalną", albowiem prowadzoną w imieniu państwa. Funkcjonariusze i instytucje, które nas inwigilują - czynią to gwałcąc Konstytucję RP. Najważniejszy akt prawny. Fundament naszego państwa. Taki był wyrok, który zapadł 30 lipca 2014 r. Na zmianę przepisów Trybunał dał posłom, senatorom i prezydentowi 18 miesięcy.
Zdaniem TK brak niezależnej kontroli zewnętrznej pobierania przez DZIESIĘĆ uprawnionych do tego służb danych telekomunikacyjnych obywateli (bilingi, informacje o miejscach logowania się telefonów itp.), stwarza ryzyko nadużyć i świadczy o niedostatecznych gwarancjach proceduralnych. Według TK kontrolować nie musi sąd, ale organ niezależny od operatorów, rządu i samych służb.
No jasne. Nawet TK zauważył, że kontrola sądowa zazwyczaj jest iluzoryczna.
Jeśli uważacie, że warto napisać więcej na ten temat - czekamy na sygnał.
Czy wiecie, że jesteście nielegalnie inwigilowani przez państwo? Funkcjonariusze tego państwa - niestety również naszego państwa, jako że jest to państwo, w którym żyjemy i gdzie płacimy podatki - nie mają prawa podsłuchiwać was, zbierać na wasz temat informacji, sprawdzać gdzie i co kupujecie, z kim i gdzie spotykacie się, z kim rozmawiacie. Nie mają prawa, ponieważ czynią to w sposób, który gwałci Konstytucję RP.
Skomentuj
Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.