Dzieciaki za kratki Część II (ostatnia)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Państwo, które z dzieci robi przestępców, to państwo postępowe? Czy państwo zbrodnicze?

 

 

Wszystkie opisane przypadki dotyczą dzieci – jedne są ofiarami, inne prześladowcami. Niektóre są bardzo zdemoralizowane, zdaniem organów ścigania, naszego wymiaru sprawiedliwości, a zapewne również nauczycieli, którzy w żadnym z tych przypadków nie stanęli w obronie podopiecznych. A przynajmniej nie ma śladu choćby próby obrony dzieci, które pozostawały pod ich opieką. 

Te dzieciaki oskarżone o demoralizację, weszły w wiek, kiedy każdy człowiek przeżywa tzw. burzę hormonów. Nie wszystkie radzą sobie z tym w "cywilizowany" sposób - pod kołdrą. Nie zdają sobie konsekwencji swoich szczenięcych wybryków. Tym bardziej, gdy są pozbawione wsparcia ze strony dorosłych i tak, jak np. ta dziewczynka ze Strzegomia na Dolnym Śląsku, dojrzewają same. Ponieważ w tamtym regionie panuje powszechne bezrobocie, rodzice wyjechali za granicę. Dziewczynka pozostawała pod opieką jedynie babci. 

Wszystkie te dzieciaki były w wieku, w którym można je jeszcze ukształtować. Na bandytów, oszustów, złodziei... Na naukowców, nauczycieli, sportowców. Potrzebna jest do tego dobra wola i profesjonalne podejście psychologiczne, a nie pałka, sądy, prokuratura, kraty i tzw. wychowawca w więzieniu. Niemal każda opisana sytuacja była wynikiem zaniedbania przez dorosłych. Dorosłych oddelegowanych do opieki nad tymi dziećmi przez państwo. 

W Gdańsku do sądu powinni trafić przede wszystkim nauczyciele. Bo największym przestępstwem było zostawienie klasy bez opieki. Incydent trwał ponad 20 minut, zanim dziewczyna się wyrwała i uciekła do domu. 

Fakt, że chłopcy z Gdańska czy dziewczęta ze Strzegomia dopuścili się tych wybryków, był przede wszystkim wynikiem zaniedbań ze strony społeczeństwa. Nawet telewizja publiczna epatuje dzieci brutalnym, zwyrodniałym seksem i przemocą. To może jeszcze skazać należy rodziców tych chłopców z Gdańska i dziewczyny ze Strzegomia za to, że ciężko harują i nie mają czasu, by wychowywać potomstwo? Może jakiś kolejny sąd ich również skaże za zaniedbania w wychowaniu dzieci? Takie przypadki też są. Chore, policyjne, represyjne państwo, zwane europejską demokracją. 

Dawniej większość takich problemów rozwiązywano na poziomie szkoły. Dziś szkolnych wychowawców zastąpiła policja, a prokurator wcielił się w rolę dyrektora szkoły. Niszczenie dzieci i robienie z nich przestępców za to, że zachowują się głupio i po szczeniacku, jest jakimś arcykretynizmem, który króluje w naszym kraju.

Dla wielu dzieci, spotkanie z sądem kończy się tragicznie, jak w przypadku Sebastiana, który rok temu, po decyzji sądu o umieszczeniu w rodzinie zastępczej jego i jego rodzeństwa, powiesił się  w Centrum Interwencji Kryzysowej w Suwałkach. Dziecko nie może być stroną w sądzie, ponieważ nie potrafi przewidzieć konsekwencji swojego postępowania. Umiejętność taka zaczyna się rozwijać dopiero po 16 roku życia. U wielu jeszcze później... 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku