Zastępcze piekło

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Jeden proces właśnie się zaczął, a dwa inne niedawno zakończyły. Wszystkie dotyczą zbrodni najobrzydliwszej – znęcania się nad dziećmi przez tych, którzy mieli im zapewnić opiekę i domowe ciepło. Rodziców zastępczych.

W jednej rodzinie opiekunowie i ich nieobliczalna córka przez lata znęcali się nad powierzonymi im dziećmi i molestowali je. W drugiej – dwoje dzieci „opiekę” przypłaciło życiem. We wszystkich przypadkach pracownicy socjalni wiedzieli o nadużyciach wobec dzieci, albo co najmniej podejrzewali, że tak może być. Mimo to dalej skazywali je na piekło.

 

***

 

Łęczyca. Rodzice zastępczy – 60 letni Jan A. i jego żona, 55 letnia Bożena przez 7 lat dręczyli dzieci przebywające u nich w ramach rodziny zastępczej. Bili je pasem po twarzy i plecach. Gdy nie było pasa, używali pięści. Zatykali im usta i głodzili. Podopieczne i podopieczni byli obrzucani wulgarnymi wyzwiskami.  Wreszcie dochodziło do molestowania seksualnego. To, że ograniczano im kontakty z rówieśnikami (przymusowa separacja), nikogo już nie dziwi w kontekście reszty zarzutów – końcu mogłyby opowiedzieć, co się dzieje w ich domu.

Początkowo rodzice zastępczy byli podejrzani o znęcanie się nad pięciorgiem podopiecznych w wieku od 8 do 13 lat w latach 2012-14. Później zaczęły się zgłaszać kolejne ofiary tej rodziny. W sumie 10 osób. Ale to nie wszystko, ponieważ ze śledztwa wyłączono materiały dotyczące czworga dzieci, które są już dorosłe i przebywają za granicą. Zdaniem psychiatrów mężczyzna (rodzic zastępczy) miał ograniczoną poczytalność, ale w stopniu nieznacznym. Nie sposób pojąć, jak urzędnicy mogli przekazać bezbronne sieroty w ręce kogoś takiego. Przed sądem nie odpowie natomiast córka małżeństwa A., która jest całkowicie niepoczytalna. 

Najgorsze jest to, że już w  2009 roku do PCPR dotarły skargi, że przebywające tam dzieci były maltretowane. Wszystkie zostały przeniesione do innych ośrodków, ale z rodziną A. umowy nie rozwiązano i jeszcze w tym samym roku, pojawili się u nich kolejni podopieczni. Ten czyn woła o pomstę do nieba!

 

***

 

Puck. Matce, która zdaniem pracowników socjalnych była „nieporadna życiowo” trzy lata temu odebrano pięcioro dzieci w wieku od roku do 6 lat. Umieszczono je w rodzinie wówczas 32-letniej Anny Cz. i 39-letniego Wiesława Cz., którzy nieporadni nie byli. Mieli wygodny dom kupiony na kredyt, a założenie rodziny zastępczej miało im pomóc go spłacić. Kwota 7 tys. zł miesięcznie, którą dostawali za opiekę nad dziećmi była kusząca, natomiast zajmowanie się nimi - już nie. Maluchy były więc zamykane w kotłowni, bite pogrzebaczem, kopane po brzuchu, duszone i przypalane papierosami.  Ślady po biciu i przerażenie dzieci nie umknęły uwagi odwiedzających ich biologicznych krewnych. Niemal po każdej wizycie  zgłaszali pracownicom PCPR, że dzieci są zastraszone i mają siniaki. 

Te bagatelizowały sprawę!

Nawet śmierć trzyletniego Kacpra nie wzbudziła żadnego podejrzenia i zakwalifikowano ją jako „nieszczęśliwy wpadek”. 

 

***

 

Gdy jednak kilka miesięcy później zmarła pięcioletnia  Klaudia sprawą zajęła się na poważnie prokuratura. Śledczy potwierdzili to, co biologicznej matce serce podpowiadało od dawna – zarówno Klaudia jaki Kacper zostali bestialsko zamordowani. Jeszcze zanim do państwo Cz. założyli rodzinę zastępczą, nauczycielka ich biologicznej córki często zgłaszała, że nosi ona ślady pobicia. Dziś ich córka znajduje się w... rodzinie zastępczej, bo rodzice są w więzieniu.

 

*** 

 

Radawiec Mały. W ciągu siedmiu lat, od 2006 do 201r roku, dwanaścioro dzieci znosiło razy pięścią po głowie, szarpanie za uszy i włosy. Były popychane i bite pasem, a opiekun walił ich głowami po ścianie. Nie mogły jeść, kapać się ani się bawić, za to musiały pracować w gospodarstwie. 

Tymczasem, zdaniem dyrektor PCPR w Lublinie, rodzina była oceniana bardzo dobrze. Dostała nawet nagrodę wojewody. Nagroda za katowanie dzieci! 

Sprawa wyszła na jaw dzięki spostrzegawczości kuratora sądowego. 

Żeby zostać wychowawcą w domu dziecka trzeba mieć wyższe wykształcenie i przygotowanie pedagogiczne. Dlaczego więc podobnych kryteriów nie stosuje się wobec zawodowych rodzin zastępczych? Opiekę nad dziećmi, często już skrzywdzonymi przez życie, powierza się prymitywnym psychopatom i sadystom łapanym w urzędach pracy, a kontrola nad nimi jest symboliczna. Jaki jest sens istnienia tej formy pomocy społecznej, skoro zamiast pomóc „nieporadnej życiowo matce”,przekazuje się jej dzieci zboczeńcom seksualnym albo skazuje się je na śmierć z rąk sadystów.

 

Ostatnio zmieniany środa, 25 marzec 2015 07:16

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku