Wszystkie z większym lub mniejszym powodzeniem podejmują nierówną walkę o klienta z sieciami zagranicznymi. Dlaczego nierówną, skoro teraz w grupie mogą więcej? Dysponują większym kapitałem, mogą kupować więcej towarów po niższej cenie? Dlatego, że został problem najważniejszy – nasi sprzedawcy nie mogą liczyć na takie ustępstwa ze strony państwa, jak sieci mające właścicieli spoza Polski.
Na wieść o orderze dla da Silvy poderwali się internauci, którzy twierdzą, że działalność Biedronki wykańcza małych rodzimych handlarzy, a jeśli order otrzymał szef Biedronki, odznaczenia powinni też dostać właściciele innych zagranicznych dyskontów działających w Polsce. Prawdą jest, że jedno miejsce stworzone przez sieci tego typu likwiduje kilka miejsc pracy w drobnym handlu detalicznym i jego środowisku zewnętrznym.
Ale to nie zagraniczne sieci wykańczają przydomowe punkty handlowe, a nasze państwo, tworząc wyjątkowo nieprzyjazny klimat do wszelkich form rodzimej aktywności gospodarczej. Przykładem jest pewien katowicki sklep, który musiał zakończyć działalność, bo właścicielka... przegrała przetarg na lokal, w którym znajdował się sklep.
Pani ta po podliczeniu wszystkich kosztów, w tym wypłat i ZUS dla pracownic, podniosła swoją ofertę do z 2,5 tys. zł do 3 tys. zł, miesięcznie. Jej konkurent złożył ofertę o 4 tys. zł wyższą. Teraz jest nowy sklep, którego właściciel płaci 7,5 tys. czynszu, ale nie starcza mu już na ZUS dla pracowników, więc stale ma nowych ludzi na „umowę o dzieło”.