Pałuj a nie całuj. Część I (jutro część II,ostatnia)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Gdy padał, podnosili za kajdanki. I znowu bili. Gdy wydawało im się, że są za mało delikatni, kopali. Gdy uznali, że powinien bardziej się bać, założyli mu worek na głowę.

 

Tak było w jednym mieście.

W innym mieście też bili. A ściślej rzecz biorąc bił tylko jeden, ale tak skutecznie, że bity zaczął rzygać żółcią. A niech sobie rzyga, byle naszej podłogi nie zarzygał. Więc jak już dostał, co jego, to do izby wytrzeźwień go. Tam jest miejsce dla takich, którzy rzygają. A że z izby wytrzeźwień karetka odwiozła go na sygnale do szpitala, to co? Że mu tam usunęli śledzionę, to źle? Nie, to dobrze. To znak, że służba zdrowia jeszcze jakoś działa.

A w tym mieście, gdzie niedawno jakieś śmiecie zaprawiały się dopalaczami? No przecież sami są sobie winni, że wyglądali jak pijani. Że jeden trafił na izbę wytrzeźwień, dopiero później do szpitala, cóż z tego? Śmierć jest każdemu pisana. Umarł trochę wcześniej, ot tyle.

Jak my sobie wciągniemy, to już jest inna sprawa. Te śmiecie, żule, nieroby, ta cała reszta hołoty, może przyprawić człowieka o depresję. A na depresję są przecież różne sposoby. Taka amfetamina na przykład, to przecież był kiedyś farmaceutyk. Cóż z tego, że dziś zakazany. Robota ciężka, wyczerpująca, a ona stawia na nogi. Zresztą niech społeczeństwo się dowie, ile od nas wymaga.

Czasami rzeczywiście ktoś przegnie. Czasami ktoś przesadzi. Jeden czy dwa siniaki, obita wątroba, to nic. Wybite zęby, czy krwotok, to przecież można wybaczyć. Ale niekiedy jest gorzej. Czasami bywa nieboszczyk. I stres. I kłopoty. Ale wiadomo. Służba, nie drużba.

Nie drużba? Sierżant Kamil Całek miał dosyć. Oczywiście on o tych wszystkich opisanych powyżej zdarzeniach wiedzieć nie musiał. One dotyczyły innych miast i innych garnizonów niż ten, w którym służył. Ale on również miał dosyć. Po trzech latach służby w policji powiedział – basta! Koniec! Więcej nie wytrzymam! I zrezygnował. Zrezygnował z poczucia władzy. Z możliwości bezkarnego dokuczania zwykłym obywatelom. Może nawet z możliwości bezkarnego znęcania się, niekoniecznie bicia, ale, z drugiej strony, czemu nie.

Sierżant Kamil Całek postanowił odejść z pompą. Z pompą – podobnie jak wówczas, gdy brał ślub. Wystąpił w mundurze. I powiadomił cały świat o swoim odejściu, a przede wszystkim o przyczynach, które skłoniły go do porzucenia pracy w policji, do rezygnacji z wiążących się z tym przywilejów.

Sierżant Całek, a może raczej powiedzmy – były sierżant Całek – o swoim odejściu powiadomił na konferencji prasowej. W internecie ogłosił pismo, w którym tłumaczy przyczyny rezygnacji z pracy w policji. Na YouTube zamieścił ponaddwudziestominutowy film, gdzie się wypowiada na temat tego, czym dla niego była policja, gdy do niej wstępował i czym okazała się, gdy już do niej wstąpił.

 

Karać, karać, karać. Tego wymagali od niego zwierzchnicy. A on wierzył w to, że jako policjant będzie pomagał ludziom, będzie im służył. Podobno umundurowany policjant nie tylko jest w pracy, ale przede wszystkim jest na służbie. Podobno.

Ciąg dalszy w dniu jutrzejszym.

Ostatnio zmieniany sobota, 28 marzec 2015 21:17

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku