Kasując nagranie policjanci skasowali się z grona uczciwych ludzi. Nie zasługują na miano stróżów prawa. Nie zasługują na to, by nosić mundur. Zrównali się z przestępcami.
Kolejna rozróba w wykonaniu polskiej policji. Tym razem w Częstochowie. Funkcjonariusze pobili chłopaka, a gdy nieco ochłonęli z emocji zauważyli, że są obserwowani przez jego sąsiadów, a jeden z nich ich nagrywa. Wpadli więc na genialny sposób, jak się pozbyć kłopotu. Zabrali telefon człowiekowi, który ich nagrywał i wykasowali film. Ich przebłysk geniuszu nie był jednak na tyle wielki, żeby przewidzieć, iż mógł ich nagrywać ktoś jeszcze.
- Usłyszałem nagle okrzyki: „Pomocy, ratunku”. Wyszedłem więc na podwórze i zobaczyłem, że jeden z sąsiadów jest bity. Zamieszanie było ogromne, bo uczestniczyło w tym zdarzeniu kilka osób, w tym matka sąsiada. Wszyscy starali się chronić mężczyznę przed pobiciem przez policję – mówił „Expresowi Ilustrowanemu” Grzegorz S., autor filmu skasowanego przez policjantów.
Zdaniem Grzegorza S. interwencja policji była nieudolna i chaotyczna, a funkcjonariusze użyli gazu, mimo że w pobliżu znajdowały się dzieci. Kiedy zorientowali się, że pan Grzegorz nagrywa ich akcję, skuli go kajdankami i zawieźli na posterunek pod zarzutem obrazy jednego z nich. Zażądali też oddania wszystkich telefonów, które mężczyzna posiadał - pod pretekstem sprawdzenia, czy nie są one kradzione.
Mimo że już po sprawdzeniu kodów i numerów IMEI, wiadomo było, że telefony nie są kradzione, policjanci zabrali je - wbrew przepisom - na zaplecze. A kiedy oddali, na karcie nie było już żadnych filmów.
Jutro kontynuujemy temat.