Do zbrodni tej dochodzi wtedy, gdy przestępstwo popełniają ci, którzy powinni stać na straży prawa. Jak pisaliśmy, policjanci zniszczyli dowód przestępstwa, które sami popełnili. Przy tym wykazali się nieudolnością, bowiem nie zauważyli, że nie tylko Grzegorz S. ich nagrywa.
Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy policja kasuje nagranie rejestrujące jej nieudolność i łamanie prawa. Dwa lata temu reporter TTV nagrał swoim telefonem policyjny radiowóz, który wjeżdża pod prąd w ulicę Kramarską w Poznaniu. Policjanci zignorowali zakaz wjazdu. Jak się okazało, funkcjonariusze najprawdopodobniej zatrzymali się na ulicy po to, by zjeść w jednym z pobliskich barów.
Gdy dziennikarz próbował zwrócić uwagę policjantom, ci wylegitymowali go, zaczęli przeszukiwać, szarpiąc wprowadzili do radiowozu. W końcu zabrali mu telefon i skasowali dane. Nagrania dokumentujące zachowanie policjantów udało się jednak odzyskać i dziś film dostępny jest w internecie. A mimo to sprawa przeciw funkcjonariuszom została umorzona.
Pięć lat temu, mężczyzna nagrywał aparatem fotograficznym brutalną interwencję policjantów, którzy mieli sprawdzić tożsamość pasażera odmawiającego okazanie biletu. Policjanci najpierw wyrwali mu telefon, a następnie zabrali aparat fotograficzny. Oddali go, po wykasowaniu zawartości karty.
Sześć lat temu dziennikarka Jolanta M. nagrała brutalną interwencję policji w powiecie wodzisławskim. Policjanci siłą rozdzielali matkę i dziecko. Mimo że istniał dobrej jakości film, na którym wyraźnie widać, że to policja używała siły, sąd skazał matkę dziecka za pobicie policjanta, który był od niej dwa razy większy.
Czy możemy się czuć bezpieczni, skoro chronią nas tacy „profesjonaliści”? I kogo powinniśmy się bać bardziej, przestępców w cywilu, czy tych w mundurze, biorąc pod uwagę, że ci drudzy przeważnie pozostają bezkarni? Pytania pozostawimy bez odpowiedzi.