Wyrok na sztukę. Część II

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skazana za to została Dorota Nieznalska, artystka wizualna również identyfikowana z nurtem sztuki krytycznej. Tworzy ona przede wszystkim instalacje, obiekty rzeźbiarskie, zajmuje się także  sztuką wideo i fotografią. Jest zdolną artystką, toteż ma na koncie nagrody i stypendia zagraniczne. A także wyrok skazujący.

W grudniu 2001 w Galerii Wyspa w Gdańsku otwarto wystawę Nieznalskiej „Nowe Prace”, której częścią była instalacja „Pasja”. Składał się na nią film przedstawiający ćwiczącego na siłowni mężczyznę oraz obiekt, który tworzyło  zdjęcie męskich genitaliów na krzyżu. Tytuł instalacji odwoływał się do tematów pasyjnych w sztuce religijnej. Pewnie gdyby nie media, Gertruda Szumska, Robert Strąk i inni posłowie Ligi Polskich Rodzin nie dowiedzieliby się o wystawie. Ale się dowiedzieli, a zestawienie krzyża z męskimi genitaliami wydało im się tak wstrętne, że od razu złożyli doniesienie do prokuratury o obrazę uczuć religijnych i prokuratura doprowadziła artystkę przed oblicze sądu. Postępowanie toczyło się nie z powództwa cywilnego, tylko z urzędu, czyli za nasze, podatników pieniądze. W lipcu 2003 roku Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał artystkę za winną obrazy uczuć religijnych. Została skazana na sześć miesięcy ograniczenia wolności. W praktyce – oznaczało to, że musiała wykonywać nieodpłatną pracy na cele publiczne. Nieznalska odwołała się od werdyktu i proces powtórzono. Sprawa toczyła się jeszcze przez niemal dekadę i  była pretekstem do dyskusji na temat wolności wypowiedzi. W końcu, w 2010 r., po ośmiu latach procesu Nieznalską ostatecznie uniewinniono. Ale w Polsce została niemal skazana na śmierć artystyczną.  - Wystawiają mnie prywatne galerie, ale nie publiczne czy głównego nurtu. Wystawiam też za granicą, ale tam jestem postrzegana przez pryzmat procesu i tego, że pochodzę z takiego dziwnego kraju, w którym stawia się przed sądem artystów – skarżyła się rok temu. Kontrowersyjna praca przez cały czas była w depozycie sądowym, a paradoksalnie, dzięki wrzawie medialnej, stała się sławna. I tylko dzięki tej wrzawie – gdyż była wystawiona w niewielkiej, awangardowej galerii, do której mało kto zaglądał.

Izabela  Kowalczyk, krytyk i historyk tak komentowała sprawę:  „Polska rzeczywistość okazała się impregnowana na głos znawców i autorytetów. Okazało się, że w sferze społeczno-politycznej liczy się nie ten, kto chce wskazać problem, objaśnić, przeanalizować, lecz ten, kto jest bardziej krzykliwy”. 

Niestety, okazało się, że taki trend na stałe wpisał się w nasze życie, a rządzącej Polską „elicie” władzy, nie tylko brak wyczucia, ale i poczucia humoru. Niedawno przekonał się o tym Sylwester Wardęga, polski niezależny twórca filmowy, performer. Jego kanał w serwisie You Tube  ma ponad 3 mln.  subskrybentów. Pod tym względem jest najpopularniejszym polskim kanałem. Kręcone przez niego filmy, w których żartuje z policjantów lub „trolluje” ich, sprawiły, że ma problemy z prawem. W filmie „Grandpa Prank” przebrany za starca, rzekomo  biegał po Złotych Tarasach ze spuszczonymi spodniami oraz załatwiał potrzeby fizjologicznej do pojemnika na śmieci. Tyle, że Wardęga udowodnił, że tak naprawdę miał na sobie spodenki, a cała sytuacja była udawana. Mimo to sąd go skazał. Ma do wyboru miesiąc za kratkami lub ograniczenie wolności w postaci 20 godzin prac społecznych. Musi także ponieść koszty sądowe. Od zawsze sztuka miała inspirować i pobudzać do myślenia. Jednak w Polsce wolność – choć niby formalnie istnieje – bardzo „elicie” władzy przeszkadza, uwiera ją i irytuje. Toteż, gdy tylko można, wobec obywateli stosuje się politykę knebla. Dotyczy to nie tylko artystów, jak pokazał przykład Zbigniewa Stonogi, który ujawnił akta afery taśmowej.

Ostatnio zmieniany sobota, 13 czerwiec 2015 22:22

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku