Tuning zeznań w prokuraturze

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Schorowany człowiek chciał ratować życie. Postanowił opłacić sobie zagraniczną operację i okazało się, że jego dokumentacja medyczna została zdewastowana.

Gdy zgłosił przestępstwo, w prokuraturze... podrasowano zeznania lekarzy. Tak je zmodyfikowano, by ich wybielić.

Ale od początku. W 2010 roku u mężczyzny wykryto torbiel na nerce. Niby zwykła rzecz. Pacjent poddał się operacji, po której jednak wcale nie czuł się lepiej, co zgłaszał lekarzowi przy każdej wizycie kontrolnej. Lekarz najpierw tłumaczył, że tak musi być, bo to bóle pooperacyjne, a potem zaczął zarzucać mu, że symuluje, totalnie ignorując objawy. Tymczasem w październiku 2011 roku potwierdzono chorobę nerek, później zaczęto podejrzewać nawet nowotwór. Pojawiła się kolejna torbiel. I teraz pytanie, które nurtuje najbardziej – urosła w ekspresowym tempie, czy po prostu lekarze podczas operacji jej nie dostrzegli? Tego się już chyba nie dowiemy 

Dokumentacja leczenia delikatnie mówiąc jest niepełna i podrasowana, na co uwagę zwrócili lekarze w Szwajcarii. Według nich, nie zgadzają się ani daty, ani zdjęcia USG i brakuje wielu ważnych danych. Bez nich nie można rozpocząć tam terapii, co oznacza, że w ogóle nie można jej było rozpocząć bo... pacjent od trzech lat sam nie może tych dokumentów uzyskać.

- Nie mam dokumentów z  leczenia urologicznego, ani cyfrowych zdjęć z badań USG. Gdybym je miał można byłoby zobaczyć, czy w roku 2010 po operacji była druga torbiel której nie wycięto. Chodzi o błąd diagnostyczny w roku 2010 i jego potwierdzenie lub zaprzeczenie - skarży się chory. 

Mężczyzna oskarżył lekarza o błąd w sztuce i zaczął domagać się odszkodowania. Sprawa trafiła do prokuratury w Siedlcach, gdzie starano się chronić lekarza. Tyle, że w tej ochronie posunięto się o krok za daleko. Prokurator Katarzyna W. samowolnie zmieniła zeznania lekarza, który podczas przesłuchania stwierdził, że być może nie wydrukował zdjęć z badania USG. Dla prokurator W. było to równoznaczne ze stwierdzeniem, że lekarz ich nie wydrukował. Pacjent jednak posiadał taki wydruk więc złożył zażalenie, które prokurator Maria K. odrzuciła uznając je za "polemikę". Potem sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Siedlcach. 

- Podczas posiedzenia 21 sierpnia 2012 roku pokazałem  sędzi Magdalenie B. dokument (czyli owo badanie USG) na sali sądowej, nic to jednak nie dało. B. przyklepała kłamstwo prokuratorskie i uczyniła stanem prawnym w Polsce fakt, że lekarz nie drukował zdjęć na tym dokumencie. Bezczelnie tuszowała przestępstwo, jako sędzia. – oburza się pacjent.

Sprawa zatacza coraz szersze kręgi, a końca nie widać. Pacjent się odwołuje, a kolejne sądy i prokuratury robią co mogą, aby aferę zatuszować. Teraz chyba już nie tylko po to, by chronić lekarza, ale przede wszystkim swoje trzy koleżanki.

 

c.d.n

 

źródła:

własne, http://wydarzeniadnia.salon24.pl, www.tokfm.pl, 

Ostatnio zmieniany czwartek, 26 luty 2015 20:41

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku