Nowak został oskarżony przez prokuraturę o złożenie w latach 2011-13 pięciu nieprawdziwych oświadczeń majątkowych (poselskich i ministerialnych), w których nie ujawnił, że ma zegarek kupiony za ponad 20 tys. zł. Co prawda, w listopadzie ub. r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał byłego posła, jednak teraz sąd okręgowy zmienił wyrok pierwszej instancji. Sędzia Mariusz Jackowski wskazał w uzasadnieniu orzeczenia, że "biorąc pod uwagę całokształt majątku oskarżonego, przedmiotowy zegarek stanowił niewielką część tego majątku". - Wobec oskarżonego należy mieć na uwadze, że na jego korzyść świadczy też, iż prowadzi ustabilizowany tryb życia i był niekarany - mówił sędzia.
Jasne - zdaniem sądu, nie można go skazać, bo przy jego majątku można nie zauważyć, że ma się na ręku gadżet za 20 tys. złotych. Widać konieczność przestrzegania praw i paragrafów dotyczy tylko nas szaraczków, po występki przedstawicieli elit rozchodzą się po kościach.
A mówiąc poważnie. Sędzia stwierdził, że prawo jest różne dla bogaczy i dla biedaków. Im jest bogacz bogatszy, tym większe ma prawo do bezkarności. Czy sędzia ten wie, dlaczego wybuchła rewolucja październikowa? Na pewno nie. Ale może wie, dlaczego w Ameryce zlikwidowano niewolnictwo. Panie sędzio – zlikwidowano je w imię równości wszystkich ludzi, niezależnie od koloru skóry, poglądów, wykształcenia, majątku...
Najgłośniejsza ostatnio afera finansowa, były to tak zwane kilometrówki posłów. O co chodzi? Za pełne wykorzystanie limitu 3,5 tys. kilometrów miesięcznie, na podstawie jedynie swoich oświadczeń, poseł otrzymuje 2 925,30 złotych. W ciągu roku składa się to na sumę 35 103,60 złotych i oznacza przejechanie służbowo 42 tys. kilometrów. Jak łatwo obliczyć, podczas trwającj przez cztery lata kadencji, można otrzymać ponad 140 tysięcy. Zatem w grę wchodzą niemałe pieniądze. Niektórzy pobierali pieniądze za benzynę spaloną w prywatnym samochodzie podczas zagranicznej podróży, którą tak naprawdę odbywali tanimi liniami lotniczymi. Jazdę samochodem deklarowali nawet ci z posłów, którzy w ogólne nie posiadali samochodu. Na celowniku prokuratury znalazło się 25 parlamentarzystów z różnych ugrupowań, w tym aktualny marszałek sejmu Radosław Sikorski. Po wielu miesiącach wytężonej pracy warszawskich prokuratorów śledztwo umorzono uznając, że w ich postępowaniu "brak znamion czynu zabronionego".
Podobny finał miało dochodzenie w sprawie rachunków telefonicznych Sławomira Nowaka który, zdaniem prokuratury "w sposób prawidłowy udokumentował fakt poniesienia wydatków na usługi telekomunikacyjne", więc "brak jest podstaw do zakwestionowania wysokości rozliczonej kwoty".
Ciekawe tylko, czy gdyby na ich miejscu znalazł się jakikolwiek pracownik prywatnej firmy czy inny szary obywatel, prokuratura też twierdziłaby, że w przewalaniu cudzych pieniędzy nie ma znamion czynu zabronionego?
Kolejnym "niewinnym" jest były wiceminister wiceszef MSWiA, który w stanie kompletnego upojenia alkoholowego (1,64 promila), w piżamie wsiadł do swego BMW i ostrzelał rodzinę, która przypadkowo znalazła się w pobliżu jego domu. Rodzina nabawiła się traumy, szczególnie ośmioletni wówczas syn, który wciąż, mimo że minęły prawie dwa lata, śpi z plastikowym pistoletem pod poduszką, aby się mógł w razie czego bronić. Tutaj bardzo trudno byłoby stwierdzić "brak znamion czynu zabronionego" ale znalazło się wyjście awaryjne w postaci "chwilowej niepoczytalności". A ponieważ "niepoczytalność ta wynikała" z zamroczenia alkoholowego, proponujemy uniewinnić na przykład Dariusza K., który rozjechał staruszkę po kokainie i innych amatorów białego proszku. Przecież narkotyki powodują jeszcze większą "chwilową niepoczytalność".
W październiku 2007 r. posłanka PO Beata Sawicka została aresztowana przez CBA podczas kontrolowanego wręczenia łapówki za ustawienie przetargu na działkę na Helu. Akcja CBA miała miejsce tuż przed wyborami parlamentarnymi. Sawicka utrzymywała, że agent biura - znany jako Tomek - uwiódł ją, zmanipulował i nakłonił do przestępstwa, by zrealizować polityczne cele Mariusza Kamińskiego, szefa CBA i działacza PiS, zwalczającego PO. Konferencja prasowa zapłakanej Sawickiej okazała się zdaniem wielu gwoździem do wyborczej porażki PiS. Sąd I instancji uznał jednak Sawicką winną łapownictwa i płatnej protekcji i skazał ją na trzy lata więzienia (a burmistrza Helu na dwa lata w zawieszeniu). Sąd apelacyjny zmienił wyrok, uniewinniając oboje, gdyż zdaniem sądu CBA zastosowało wobec nich nielegalne techniki inwigilacyjne. O takim orzeczeniu marzyłoby wiele innych, skazanych osób. Zapewne niejedna z nich nosi w sobie poczucie krzywdy. Inaczej potoczyłyby się losy, gdyby się weszło do polityki.
Ponieważ przytoczone tu sprawy, orzeczenia i uzasadnienia są tak absurdalne, że trudno w nie uwierzyć, tekst ten zatytułowaliśmy żartobliwie" "Prawo dla wybranych, bezprawie dla reszty". Chociaż z drugiej strony... zależy jak na to patrzeć. Pewnie trzeba będzie dopisać ciąg dalszy. O łaskawości wobec możnych tego kraju było, więc pewnie o bezprawiu coś napiszemy. A może ten tekst również był o bezprawiu? Sami oceńcie.