Ten ostatni kusi nowymi, nowoczesnymi rozwiązaniami, a przede wszystkim – niższymi cenami. To był główny argument, skłaniający rząd do zmiany operatora. Toteż z usług InPostu korzystają takie instytucje, jak sądy i prokuratury. Po prostu: oferta Poczty Polskiej, której infrastruktura jest bardzo rozwinięta, przegrała z tańszą ofertą InPostu. Ten nie utrzymuje ani tylu placówek, co Poczta Polska, ani tym bardziej, tylu pracowników. I tutaj właśnie jest pies pogrzebany.
Gdy dokładniej przyjrzymy się liście "placówek", do których dostarczana jest korespondencja - dodajmy, że bardzo ważna, urzędowa korespondencja, mająca wpływ na losy ludzkie (zawiadomienia, wezwania) - okazuje się, że większość to wszelkiego rodzaju kioski, osiedlowe sklepiki spożywcze czy pseudoagencje finansowe. W Warszawie wśród punktów odbioru korespondencji z prokuratur i sądów był m. in. sklep zoologiczny, w Chorzowie rybny, a w Katowicach warzywniak.
O ile agencje finansowe mają jako takie pojęcie na temat obsługi korespondencji, niekoniecznie potrafi to każda pani z warzywniaka, kiosku czy sklepiku. Tymczasem ostatnio obsługa przesyłek operatora wymaga jeszcze większych umiejętności. InPost zrezygnował z tradycyjnych, papierowych „zwrotek”. Wraz z Polską Grupą Pocztową (jest jej liderem), w całej Polsce zakończył wdrażanie Elektronicznego Potwierdzenia Odbioru.
- EPO działa już we wszystkich sądach powszechnych. Codziennie do odbiorców dociera kilka tysięcy doręczycieli wyposażonych w specjalne elektroniczne urządzenia, na których można składać podpis. Nieodebrana korespondencja oczekuje w ponad 8 tys. punktach awiza – wyjaśnia Wojciech Kądziołka, rzecznik prasowy Polskiej Grupy Pocztowej.
Ciąg dalszy jutro.