Są równi i równiejsi. W przypadku równiejszych fałszowanie dokumentów, wyłudzenia, oszustwa, prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, straszenie bronią palną, strzelanie z niej do lub obok ludzi, ucieczka przed policją - wszystko to nie są czyny karalne.
Policja w policji. Tak mówi się o Biurze Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. Instytucji, przed którą drżą funkcjonariusze mający coś za paznokciami. A z danych BSW wynika, że takich przybywa.
A dlaczego przybywa? Może dlatego, że jeśli ktoś nosi policyjny mundur, nosi prokuratorską togą albo łańcuch sędziowski, to może liczyć na łaskawsze podejście, niż gdyby był zwykłym człowiekiem.
Przykład pierwszy z brzegu. Jerzy Ż. Oszust i fałszerz. Oszukiwał ludzi pożyczając od nich pieniądze i mamiąc ich, że pożyczki na pewno zwróci. Wierzyli i pożyczali, czemu nie można się dziwić, skoro Ż. był sędzią, prezesem sądu, a nawet wiceministrem sprawiedliwości. Komuż innemu ludzie mogą zaufać? Tymczasem Ż. nie tylko ich kantował, ale fałszował dokumenty. I nie jest przestępcą, zdaniem innych sędziów. Zasłużył jedynie na opieprz, naganę i bardzo łagodną karę, to jest zawieszenie waloryzacji emerytury sędziego w stanie spoczynku na dwa lata. Zauważmy, że nawet uposażenia mu nie cofnęli. Cały naród zrzuca się na luksusowe życie fałszerza i oszusta.
Albo inny przykład, równie frapujący. Także byłego wiceministra, lecz tym razem wiceministra spraw wewnętrznych. Zwierzchnika policji. Na marginesie zaznaczmy, że chodzi o byłego oficera Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
Były wiceminister spraw wewnętrznych Zbigniew R. pił alkohol. Następnie, choć to przestępstwo, wsiadł do auta i odjechał. Jechał tak i jechał, aż wewnętrzny głos powiedział mu, że ma zahamować, wyskoczyć z samochodu i strzelać. Oczywiście z broni palnej, którą ten pijak-kierowca miał, bo któż by oficjelowi odmówił takiego przywileju.
Pijany były zwierzchnik policji zatrzymał samochód, w pijanym widzie wysiadł i zaczął strzelać do lub obok (tego akurat nie wiemy) innego samochodu, w którym znajdowało się małżeństwo z dzieckiem. Podobno ubzdurał sobie, że tym samochodem jadą jakieś zbiry. Nic dziwnego, w pijanym widzie mógł być pewnym i tego, że ma przed sobą SS.
Przyjechali jego byli podwładni. Policjanci. Wtedy pijak chyba trochę oprzytomniał, gdyż do nich już nie strzelał, tylko zaczął uciekać. Został zatrzymany w okolicach Nowego Tomyśla. Wtedy zakrzyknął, że wszystkich zwolni, włącznie z ich szefem, komendantem wojewódzkim policji.
I może miał rację. Kto wie, kim będzie w przyszłości. Kary nie poniósł. Sąd umorzył tę sprawę. Droga kariery stoi więc przed nim otworem.