Temida ślepa do bólu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W przyszłym tygodniu Sąd Najwyższy rozpatrzy kasację od wyroków, które zapadły w sprawie oskarżonych o udział w tzw. mafii paliwowej. Pal licho samą nazwę, nieadekwatną do rzeczywistych dokonań oskarżonych. W każdym razie chodzi jeden z najgłośniejszych procesów paliwowych w Polsce, związany z działalnością gospodarczą prowadzoną przez Henryka M. Ochrzczonego rzecz jasna mianem "śląskiego barona paliwowego".

Sam Henryk M. był człowiekiem, którego nie da się oceniać jednoznacznie. Ale mniejsza o to. Sam przyznał się do oszustw na szkodę państwa, a swoimi wyjaśnieniami obciążył różne inne osoby. Część skazanych odwoływała się od wyroków, część nie. Wśród tych, którzy się odwołali, była osoba, skazana wyłącznie na podstawie pomówienia. Nie pomówień, lecz pomówienia. Liczni świadkowie dowodzili przed sądem, że nie mogła popełnić czynów, które jej zarzucono. Po pierwsze dlatego, że jak twierdzili świadkowie, nie nakłaniała ich do tego, do czego rzekomo miała nakłaniać. Po drugie dlatego, że jak twierdzili ci sami świadkowie, nie miała "technicznych" możliwości był wywierać wpływ na pewne rozstrzygnięcia - a tak twierdziła prokuratura. Po prostu to było niemożliwe. Podam przykład. Właściciel sklepu sprzedającego piwo nie ma wpływu na to, czy piwo to wypijemy osobiście, czy poczęstujemy nim kogoś jeszcze.

Wszystkie wątpliwości świadczyły na korzyść tej osoby. Sąd nie wziął tego pod uwagę. Nie było innych dowodów poza jednym zeznaniem (fachowo mówiąc - wyjaśnieniem innego oskarżonego). Były wątpliwości (liczne i uzasadnione) co do wiarygodności wyjaśnień złożonych przez tego oskarżonego w śledztwie, a podczas procesu nic on już nie wyjaśniał, oświadczył tylko, że podtrzymuje złożone w śledztwie wyjaśnienia. Sąd nie zastanowił się, dlaczego tak się stało. A stało się, gdyż ówże oskarżony nie byłby w stanie powtórzyć sformułowań, terminów, określeń włożonych mu w usta przez prokuratora. Sąd wydał wyrok skazujący. A w uzasadnieniu pokłamał.

Była więc apelacja. W apelacji zauważono, że uzasadnienie zawiera nieprawdziwe argumenty. Podano konkretne dowody, gdzie sąd pierwszej instancji rozmija się z materiałem dowodowym. Gdzie kłamie, a gdzie tylko dopuszcza się manipulacji. Sąd odwoławczy podtrzymał wyrok skazujący. Zaś w uzasadnieniu werdyktu nie odniósł się do kwestii poruszonych w apelacji.

Została więc złożona kasacja do Sądu Najwyższego. Wyrok w przyszłym tygodniu. Lecz wcześniej - i to kilka miesięcy wcześniej - osoba, o której mowa otrzymała pismo z Sądu Najwyższego, tyczące złożonego przez się wniosku, by wstrzymać realizację wyroku sądu odwoławczego (tego, który potwierdził niesprawiedliwy, niezgodny z duchem polskiego prawa werdykt).

Sąd Najwyższy nie uwzględnił wniosku.

Sąd Najwyższy wyjaśnił, dlaczego nie uwzględnia wniosku.

1. "Uwzględnienie wniosku o wstrzymanie wykonania prawomocnego wyroku może nastąpić wyjątkowo, w razie zaistnienia szczególnych okoliczności".

2. "Do takich okoliczności należy zaliczyć rangę zarzutów podniesionych w kasacji i ich widoczną zasadność, a w związku z tym istnienie już na tym wstępnym etapie postępowania wysokiego prawdopodobieństwa uwzględnienia kasacji".

3. "W rozpatrywanej sprawie taka sytuacja nie zachodzi".

4. "Analiza uzasadnienia wyroku Sądu odwoławczego w zestawieniu z treścią zarzutów kasacji oraz ich uzasadnieniem, wbrew twierdzeniom obrońcy, nie daje obecnie wystarczającego przeświadczenia co do tego, iż istnieje wysokie prawdopodobieństwo uwzględnienia kasacji".

5. "Nie przesądzając, jakie orzeczenie zapadnie w wyniku rozpoznania kasacji, nie sposób jest się wypowiedzieć co do skuteczności wszystkich podniesionych zarzutów kasacyjnych bez przeprowadzenia pogłębionej analizy sprawy, ta zaś nastąpi na rozprawie".

Punkt 4. czytać należy następująco: Wiemy, jaki wyrok wydamy. Zaś rozprawa kasacyjna jest konieczna, bo tak stanowi prawo.

Punkt 5. odczytujemy tak: Oczywiście tego wprost nie powiemy, gdyż ktoś nam zarzuci, że wydaliśmy wyrok przed rozprawą.

Podziękować należy Sądowi Najwyższemu za szczerość. Sąd przecież mógłby tego nie napisać. Sąd mógłby napisać tylko tyle, że czeka z decyzją do rozprawy, gdyż na niej chce pogłębić swą wiedzę.

To jak to jest? Sąd Najwyższy nie miał dostępu do akt? Do bredni wypisywanych przez sąd pierwszej instancji i sąd odwoławczy? Do uzasadnień wyroków i do apelacji? Do zeznań? Do wątpliwości? Nie dało się nic porównać? Pomroczność jasna zapanowała, czy co?

W każdym razie podziękowania za szczerość. Przed wyrokiem!

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 luty 2015 14:06

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku