Mimo że obecnie formularze podstawowego zaznania podatkowego – podatek dochodowy od osób fizycznych - mają o wiele mniej kartek, niż jeszcze pięć lat temu, to i tak sprawiają nam ogromne problemy. Wielu, a może nawet większość Polaków, wciąż nie daje rady samodzielnie ich wypełnić. Zresztą trudno się dziwić, skoro do każdego rodzaju formularza drukowana jest instrukcja jeszcze bardziej niezrozumiała od samego formularza. Ma ona formę kilkudziesięciostronicowej książeczki pełnej suchego, urzędniczego bełkotu i sformułowań obcych przeciętnemu człowiekowi. Kiedy już uda nam się wszystko zrozumieć i samodzielnie poradzimy sobie z pitem, po roku znów musimy się uczyć wszystkiego od nowa, bo wciąż zmieniają się przepisy podatkowe, szczególnie ulgi. Zrozumiałe, że w tej sytuacji świetnie rozwija się biznes „okołopitowy”. Każda w miarę sprawna księgowa, która co miesiąc pokonuje całą stertę formularzy podatkowych, w kwietniu ma prawdziwe żniwo. Wypełnienie jednego pita kosztuje od 30 do 80 złotych. Najniższa cena dotyczy zeznania osoby samotnej, nie prowadzącej działalności gospodarczej. O wiele więcej zapłaci już wspólnie rozliczające się małżeństwo, które odlicza sobie ulgę na dzieci. Stawki dla osób pracujących za granicą wynoszą 100-200 zł.
Od kilku lat możemy samodzielnie wypełnić zeznanie dzięki specjalnym programom komputerowym, jednak obsłużenie ich też wymaga pewnych umiejętności, których próżno szukać u osób starszych i schorowanych lub młodych, ale nieco mniej bystrych. Poza tym, wciąż nie każdy ma w domu komputer. Trzeba dopilnować też, aby formularz był aktualny. - Przez dłuższy czas chorowałam i nie dałam rady iść do urzędu skarbowego po formularze, a ponieważ sporo zostało mi z poprzedniego roku, zeznanie podatkowe złożyłam na zeszłorocznym arkuszu. Dwa miesiące później dostałam wezwanie do urzędu, gdzie musiałam wszystko przepisać na nowy formularz, choć praktycznie, poza numerami rubryk, ten nowy niczym się nie różnił od tego, który wysłałam. O stresie, który przeżyłam, wolę nie wspominać – opowiada nam pani Maria M. z Katowic.
Dlaczego Szwajcarzy, Irlandczycy, prawie wszyscy obywatele Unii Europejskiej, a nawet Rosjanie, Mongołowie i Bengalczycy mają o wiele mniej skomplikowany system podatkowy niż my? Może te wszystkie zawiłości mają zniechęcać tych, którzy zamierzają bezczelnie odliczać sobie różne ulgi i w ten sposób pomniejszać wpływy do budżetu. Z pewnością wśród tylu pułapek, wśród gmatwaniny niejasno tłumaczonych i nieprecyzyjnych przepisów podatkowych, łatwiej kogoś „upolować”, a potem ukarać go grzywną. Czy to było intencją tych, którzy pisali pity i instrukcje do nich? Naprawdę trudno dociec.
Zdaniem niektórych ekonomistów w prawie podatkowym należy usunąć przede wszystkim usunąć wszystkie niejasne i niespójne przepisy, które utrudniają życie podatnikom, a służą głównie oszustom. Ale w ten sposób pracownikom aparatu skarbowego daje się do ręki możliwość gnębienia podatników. Specjaliści od regulacji podatkowych i przepisów gospodarczych alarmują, że bez głębokich reform prawa polska gospodarka wyhamuje i nigdy nie dogoni państw zachodnich. No ale fiskus wie swoje. I kultywuje carską tradycję knuta oraz pałki. Nie tylko prześladowani.pl (na www.przesladowani.pl) stale opisują przypadki firm i ludzi, niszczonych przez bezwzględnych poborców podatkowych. Polski fiskus niestety traktuje podatników jak potencjalną ofiarę, którą należy ustrzelić, gdy tylko nadarzy się okazja. Polowanie trwa.