W sytuacji, gdy ktoś płaci 18-procentowy podatek dochodowy, wówczas państwo zabiera co najmniej 30 procent dochodów. Czyli pracownik z grupy najmniej zarabiających mógłby zarabiać znacznie więcej. A na razie jeszcze nie liczymy pieniędzy, które płaci za pracownika także pracodawca.
Tak więc z pensji wspomnianego pracownika, który zarabia 2 tys. brutto odciągana jest składka zdrowotna (9 proc.) w wys. 155,32 zł., oraz szereg innych składek: rentowa (1,5 proc) 30 zł, emerytalna (9,76 proc) 195,2 zł., chorobowa (2,46 proc.) 49 zł., i oczywiście 111 zł zaliczki na podatek dochodowy.
Pracodawca natomiast płaci „w imieniu swojego pracownika” składkę rentową w wysokości 6,5 proc, czyli 130 zł., składkę emerytalną w tej samej wysokości co pracownik (195,2 zł), blisko 2 proc. składki wypadkowej (38,6 zł) oraz składki na Fundusz Pracy w wysokości 2,45 proc. (49 zł) i 0,1 proc. na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Ponadto często opłacany jest też Fundusz Emerytur Pomostowych (ok. 2,45 proc).
Dla pracownika zresztą i tak nie znaczenia, kto i jakie składki za niego opłaca. Liczy się głównie to, o ile pomniejszona zostaje jego pensja. A w tym wypadku traci blisko tysiąc złotych, przy czym ze względu na podniesienie wieku emerytalnego szansa na to, że człowiek skorzysta z pieniędzy odłożonych w ZUS, znacznie maleje. Przy czym – znowu – to odkładanie jest fikcją. Nasze pieniądze nigdzie sobie nie leżą, tylko są natychmiast wykorzystywane na wypłacanie aktualnych emerytur.
Kiedy już zaspokoimy roszczenia ZUS i NFZ, pozostaje nam opłacenie podatków. Te płacą u nas nawet osoby żyjące poniżej progu ubóstwa. Wyróżniamy się na tle innych krajów jedynym w swoim rodzaju podatkiem od nędzy. I niewielki wpływ mamy na to, jak nasze pieniądze są wydawane, poza tym jednym procentem, który możemy przekazać wybranej prze nas instytucji.
Pieniądze płacone w formie podatków idą rzecz jasna na utrzymanie państwa. Teoretycznie struktura polskich finansów publicznych od lat pozostaje niezmienna. Symbolicznie każdą złotówkę, którą oddajemy państwu możemy podzielić proporcjonalnie do struktury wydatków publicznych. I tak z każdej złotówki, którą płacimy w podatkach ponad 11 groszy przeznaczone jest na edukację, kolejne 10 groszy na służbę zdrowia oraz transport, ze szczególnym uwzględnieniem budowy dróg (prawie 7 groszy). O ile rozumiemy wydatki na edukację czy transport, koszty utrzymania państwa mogą szokować. Wpływy z podatku dochodowego od osób fizycznych za rok 2013 miały wynieść według prognoz ustawy budżetowej niespełna 43 mld złotych, tymczasem jeśli wierzyć raportowi Fundacji Republikańskiej z 2013 r., łączny koszt utrzymania sektora publicznego przekracza 88 mld złotych. Większość z tej gigantycznej góry pieniędzy przeznaczana jest na naszą kastę rządzących, ciężko pracującą nad tym, jak dawać nam w kość. I na koegzystujący z nią aparat urzędniczy. Podatku dochodowego brakuje na wspomniane miliardy, ale państwo czerpie dochody także w formie podatków, które muszą płacić przedsiębiorcy i z akcyz. W ostatecznym rachunku za to płacimy my wszyscy (gdyż te obciążenia powiększają ceny towarów i usług). A w ten sposób nasze realne dochody spadają.
Wpływy z naszych podatków (podatku dochodowego) wystarczają natomiast na pokrycie tzw. kosztów obsługi zadłużenia Skarbu Państwa. Czy w takim razie pracujemy na odsetki od długu państwa polskiego? To wielce prawdopodobne. Pytanie zasadnicze, kto jest prawdziwym wyzyskiwaczem - pracodawcy czy rozrzutne państwo? Niech każdy sam sobie odpowie.
Źródła naszej tajemnej wiedzy:
http://kadry.infor.pl/kadry/wynagrodzenia/rozliczanie_wynagrodzen/682352,Koszty-pracy-w-2015-roku.html
http://biznes.interia.pl/raport/wielki-test-o-podatkach/news/na-co-idzie-twoj-pit,2118655,8613
http://biznes.interia.pl/podatki/news/sprawdz-ile-oddajesz-panstwu-w-formie-skladek-i-podatkow,2120154,4211
http://www.podatki.czest.pl/cgi-bin/brnet?operacja=1&typ_dochodu=1&przelicz_na=3