Rząd chciał miliony obywateli postawić pod pręgierzem, ale na razie się przestraszył – uratowały nas wybory

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Nie będzie w internecie listy osób zalegających z podatkami. Na razie. Ministerstwo Finansów chciało stworzyć na czarną listę podatkowych dłużników. Na razie odpuściło, a my jesteśmy pewni, że odpuściło tylko dlatego, że jest rok wyborczy i z obywatelami trzeba się trochę bardziej liczyć niż zwykle. Podobno ludzie z kręgów rządowych nie byli przekonani do tego projektu...

 

Na listę mieli trafiać ci, których roczne zaległości względem państwa przekroczą 500 zł.  Takich osób jest co najmniej 450 tys., a do tego około 106 tys. przedsiębiorców. 

Będzie lista czy nie – zobaczymy. Ale już teraz trzeba głośno krzyknąć: GRANDA! 

Granda, że taki pomysł w ogóle zrodził się w jakimkolwiek ministerstwie. Kiedy parę lat temu spółdzielnie mieszkaniowe chciały wieszać na klatkach schodowych nazwiska lokatorów zalegających z czynszem, podniósł się raban, że to naruszanie dóbr osobistych i bezprawie. A teraz to samo chce zrobić fiskus. Czyżby prawo się zmieniło?  

Granda, że mimo rzekomego odstąpienia od stworzenia listy podatkowych dłużników, w resorcie finansów nadal trwają analizy w zakresie ustalenia dolnego limitu zaległości, którego przekroczenie byłoby przesłanką do ujawnienia dłużnika w takim rejestrze. To oznacza, że z planów wcale nie zrezygnowano, lecz tylko odłożono je w czasie, zapewne właśnie po to, żeby nie zniechęcać wyborców do aktualnej „władzy”. 

W Polsce działają teraz cztery biura informacji gospodarczej, gromadzące dane o nierzetelnych dłużnikach: Jeśli wierzyć ich szacunkom, wartość zobowiązań osób 

prywatnych i firm widniejących w rejestrach dłużników przekroczyła już 80 miliardów złotych. Gdyby Ministerstwo Finansów zrealizowało swój plan suma ta byłaby co najmniej dwa razy większa. Tylko zaległe zobowiązania wobec ZUS szacowane są na ponad 50 mld zł, zaległe podatki lokalne przekraczają 35 mld zł, a za abonament RTV - 2,5 mld zł. 

Nieuregulowane zobowiązania stale rosną. Czy jedynym pomysłem, jaki ma Ministerstwo Finansów na rozwiązanie tego problemu, jest postawienie ludzi pod internetowym pręgierzem czarnej listy dłużników? Oczywiście, że nie. Są też kary i komornicy, z których rzecz jasna nikt nie zamierza rezygnować.

Bardzo krytycznie o projekcie wypowiadają się prawnicy Rządowego Centrum Legislacji. Oprócz zastrzeżeń co do samej idei ujawniania informacji o zobowiązaniach publicznoprawnych wskazują, iż nie wyjaśniono zaproponowanego zakresu tych informacji i pominięto takie podatki jak: PIT, CIT, VAT, a ponadto zobowiązania z tytułu składek na ubezpieczenie zdrowotne czy też kar administracyjnych. W swojej opinii szczególnie zwracają uwagę na fakt, że nie można pozostawiać urzędnikom decyzji co do tego, czy ujawniać informacje o czyichś zobowiązaniach. Takie rozwiązanie zdaniem prawników, godziłoby w zasadę równego traktowania przez organy publiczne i naruszałoby art. 32 Konstytucji RP, mówiący o tym, że wszyscy są równi wobec prawa, mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne, oraz że nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. 

 

Ostatnio zmieniany środa, 01 lipiec 2015 17:17

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku