Kamczatka znaczy śmierć. Część I

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Kamczatka. Tak w żargonie policyjno-więziennym nazywany jest Areszt Śledczy i Zakład Karny dla kobiet na warszawskim Grochowie. Ponure, zimne miejsce, niczym jakiś grobowiec. Dla niektórych kobiet Kamczatka staje się prawdziwym grobowcem.

 

Jak przystało na XXI wiek nawet Kamczatka ma swoją stronę internetową, gdzie się reklamuje. Jak może reklamować się kryminał? - zapytacie. Otóż w następujący sposób. Dowiadujemy się na przykład, że Kamczatka współpracuje z 16 szacownymi instytucjami publicznymi, wśród których są związki wyznaniowe, urzędy państwowe, stowarzyszenia. Na przykład: Stowarzyszenie Penitencjarne „Patronat”, Fundacja „Pomoc Potrzebującym”, Fundacja „Dom Kultury”, Fundacja „Sławek”, Siostry Franciszkanki, Związek Świadków Jehowy, Kościół Zielonoświątkowy, Biuro Porad Obywatelskich itd. Po co to wszystko? Jak reklama, to reklama. Społeczeństwo ma wiedzieć, że tutaj dba się o osadzone kobiety. Płacą za swoje uczynki, ale żadna dodatkowa krzywda im się nie dzieje.

Dlatego też Kamczatka jako przedmiot swej działalności wymienia między innymi: „zapewnienie osobom skazanym na kary pozbawienia wolności lub tymczasowo aresztowanym przestrzegania ich praw, a zwłaszcza humanitarnych warunków, poszanowania godności, opieki zdrowotnej i religijnej”. Czy też: „zapewnienie w zakładach karnych i aresztach śledczych porządku i bezpieczeństwa”.

Brzmi nieźle. Państwo zamknęło te kobiety w celach, a skoro tak, to państwo tym samym wzięło za nie odpowiedzialność.

Jedną z tych kobiet, za których bezpieczeństwo odpowiadało państwo, była Wilga H. Nauczycielka ze szkoły w Legionowie. Kobieta została znaleziona w sierpniu 2014 r. w swojej celi z poderżniętym gardłem. W celi nie była sama, siedziała wraz z kilkoma innymi osobami. Mimo to uznano, że popełniła samobójstwo. O samobójstwie Służba Więzienna napisała w oficjalnym komunikacie, jeszcze przed wynikami sekcji zwłok. Wcześniej tę śmierć przez kilka dni trzymano w tajemnicy.

Wilga H. Była lubianą nauczycielką. Raz nawet zdobyła tytuł nauczyciela roku. Miała dwóch synów, oprócz pracy w szkole prowadziła zajęcia na uczelni, pisała podręczniki. Zatrzymano ją pod zarzutem deprawowania nieletnich dziewcząt. Podczas przeszukania znaleziono u niej plantację konopi. Jeśli to prawda, to było z niej niezłe ziółko. Rozpisywały się o niej brukowce: „pedofilka w areszcie”. Jej rzekoma ofiara miała 15 lat.

Dwa dni przed śmiercią w areszcie odwiedził ją syn. Była przestraszona. Mówiła, że po tym, jak gazety oskarżyły ją o pedofilię, ma coraz większe problemy.

 

Część druga jutro. 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku