Władza jest bezkarna, a inni niech gniją w celi. Część I

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zostawmy więzienia bandytom! Zgadzacie się z tym postulatem?

Elektroniczne bransoletki miały rozwiązać problem przeludnienia w polskich więzieniach. Miały sprawić, że tysiące skazanych będą mogły spać i jeść we własnych domach, a także normalnie pracować. Z ekonomicznego punktu widzenia rozwiązanie genialne – skazany, którego nie trzeba karmić, który sam zarabia na swe utrzymanie, a nawet płaci podatki.

 

Ale przecież skazaniec musi czuć, że cierpi. A co to za cierpienie gdzieś w domu, codzienny kontakt z dzieckiem, z przyjaciółmi? Niech się taki cieszy, że nóg czy rąk nie ucinamy. Niech gnije, bo wtedy czuje tę naszą karzącą rękę sprawiedliwości.

Prawie dwa lata temu dozór elektroniczny na stałe wszedł do naszego porządku prawnego. Dlaczego więc więzienia są nadal przepełnione, trafiają do niego gapowicze i alimenciarze, a zatwardziali kryminaliści chodzą po ulicach, czekając w kolejce na miejsce w celi? Trudno to wytłumaczyć inaczej niż tylko pragnieniem, by karać jak najsurowiej. Niejeden polski polityk swoją popularność zawdzięcza wzywaniu do wprowadzania coraz surowszych wyroków, włącznie z karą śmierci.

Wracając do bransoletek. Więźniowie mogą odbywać karę pozbawienia wolności w domu. Oczywiście nie wszyscy, a jedynie ci, którzy mają do odsiadki mniej niż rok, nie są multirecydywistami i poza zakładem karnym mają stały adres. Nie oznacza to jednak, że ktoś taki cieszy się wolnością. Skazany otrzymuje elektroniczną bransoletkę, za pomocą której sprawdza się, czy przebywa on w wyznaczonym miejscu. W ciągu dnia jest to zazwyczaj miejsce pracy, a wieczorami – dom. Zero knajpy, kina czy innych przyjemności. Ale dzięki temu więzień może jednocześnie odbywać karę i pracować, zarabiając na siebie i rodzinę. Nie wypada poza margines.

System Dozoru Elektronicznego został stworzony po to, aby skazani za drobne przestępstwa nie zostali odcięci od ich społecznych relacji, ale jednocześnie też odbywają karę ze wszystkimi jej ograniczeniami nałożonymi przez sąd, który dzięki elektronicznym urządzeniom dozorującym ma nad skazanymi pełną kontrolę - wyjaśniał sześć lat temu generał Paweł Nasiłowski, ówczesny dyrektor generalny Służby Więziennej w Polsce. - Podczas odbywania kary w takim systemie, skazany ma obowiązek przebywania we wskazanym przez sąd penitencjarny miejscu w wyznaczonym czasie, udzielania wyjaśnień z przebiegu dozoru, noszenia nadajnika, poddawanie się czynnościom kontrolnym oraz odbierania połączeń telefonicznych umieszczonych w specjalnym urządzeniu monitorującym.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku