Tradycyjny więzień kosztuje nas więc ponad 2,5 tys. zł miesięcznie, a taki z bransoletką - około 600 - 700 złotych.
Celem Systemu Dozoru Elektronicznego miało być m. in. odciążenie przepełnionych polskich więzień. Kiedy został on wprowadzany, na odbycie wyroku czekało ponad 30 tys. skazanych, z czego 24 tys. stanowiły osoby, wobec których orzeczono karę pozbawienia wolności nie przekraczającą 6 miesięcy. W ciągu pierwszych czterech lat wdrażania systemu, skorzystało z niego ponad 25 tys osób.
Dlaczego więc – i tu powtórzmy pytanie zadanie na wstępie - więzienia są nadal przepełnione, trafiają do nich gapowicze i alimenciarze, a zatwardziali kryminaliści chodzą po ulicach, miesiącami czekając na miejsce w celi?
Rzekomo się nie da inaczej. W domu osadzonego konieczny jest montaż takiego sprzętu, który na bieżąco przekazuje do centrali informację o jego położeniu. Urządzenia działają w oparciu o telefonię komórkową. Mieszkanie, w którym przebywa taki więzień musi więc mieć odpowiednie warunki techniczne. Bywa i tak, że domownicy nie chcą się zgodzić na montaż niezbędnych urządzeń. Poza tym, z dozoru elektronicznego jednorazowo może skorzystać zaledwie 7,5 tys. osób. To oficjalne wyjaśnienia. Wyjaśnienia, w które nie uwierzymy. Setki milionów złotych zostały zmarnowane na różnego rodzaju projekty informatyczne, które albo są bezsensowne, albo zaprojektowane niewłaściwie. A skoro tak, to nie wierzymy, że warunki techniczne uniemożliwiają stosowanie dozoru elektronicznego wobec tysięcy osób, które siedzią w więzieniach, choć nie stanowią dla społeczeństwa żadnego zagrożenia.
Dlatego powtarzamy: Zostawmy więzienia bandytom! Zgadzacie się z tym postulatem?