Może i ZUS stoi na skraju bankructwa, ale na dwie rzeczy ubezpieczycielowi nigdy pieniędzy nie zabraknie: na premie i nagrody dla pracowników oraz na budowę i remonty budynków, które są coraz bardziej „wypasione”.
Za 2012 rok ZUS wypłacił swoim urzędnikom rekordowe premie o łącznej wysokości 212,5 mln zł. Nagrody pieniężne otrzymali wówczas wszyscy pracownicy ZUS, czyli 46 800 osób. Prawie 50 tys. urzędników zatrudnianych przez ZUS! Już samo to jest skandalem.
Na jednego pracownika przypadło więc średnio ponad 4,5 tys. zł. Kiedy wiadomość ta ujrzała światło dzienne, nie bez powodu wywołała powszechne oburzenie. Odtąd ubezpieczyciel stara się nie drażnić opinii publicznej. Nagrody za 2013 rok wyniosły więc „tylko” 150 milionów złotych. Teraz rekordu sprzed dwóch lat też nie pobito, choć wiele nie brakowało. W dokumencie uzasadniającym przyznanie premii stwierdzono że: „Nagrody przyznawane są w drodze uznania za wyróżniające wyniki pracy,sumienność, jakość i terminowość pracy, realizację dodatkowych zadań oraz szczególne zaangażowanie w wykonywane zadania." Czyli nagrody za prawidłowe wykonywanie obowiązków. A pensji to ci ludzie nie biorą?
Urzędnicy ZUS walczą z zaangażowaniem o każdą złotówkę. W końcu chodzi o pieniądze, które potem sami między sobą rozdzielają. To zaangażowanie polega na nękaniu ciężarnych kobiet (rzekomych wyłudzaczek), przedsiębiorców (podejrzewanych o chęć oszukiwania ZUS). Jest wiele przykładów, że pracownicy ZUS robią co mogą aby jak najbardziej opóźnić przyznanie emerytur, rent i innych świadczeń. Bądź też, by ich w ogóle nie wypłacić.
Przypomnijmy także, że rok 2014 obfitował w pewne niezwykłe „osiągnięcia”. Jednym z nich było doprowadzenie do sytuacji, w której Otwarte Fundusze Emerytalne zostały ustawowo zmuszone do przekazania ZUS wszystkich posiadanych obligacji, o wartości 153 mld zł. Co prawda obligacje te zostały umorzone i ostatecznie pozostał po nich jedynie wirtualny ślad na elektronicznych kontach emerytalnych, lecz ZUS przeprowadził całą operację konfiskaty wzorowo. Sam towarzysz Bierut nie powstydziłby się takiej nacjonalizacji. Jeszcze cztery lata temu ZUS otrzymywał niewiele ponad 12 proc. naszych zarobków, a ponad 7 proc gromadzone było w OFE, dziś te ostatnie zostały niemal całkowicie zepchnięte na margines pozostawiając im do dyspozycji niecałe 3 proc. Przy okazji przelewania 153 miliardów złotych z OFE, gdzieś zniknęło 19 mld. Małgorzata Kidawa-Błońska, jako rzecznik rządu zapytana o to, co stało się z tymi pieniędzmi, zapewniła, że na pewno trafiły w dobre ręce. Teraz już wiemy w jakie.
Pozostaje nam tylko poczekać na kolejny komunikat ZUS o tym, iż nie można podnieść emerytur, bo nie ma na to pieniędzy. Ale powinniśmy to przyjąć z całą pokorą, bo przecież to nie ZUS jest dla obywateli, a obywatele są dla ZUS. Przynajmniej zdaniem tych, którzy rządzą krajem. Mieszkamy w końcu w Polsce - państwie, w którym najważniejsi są: prokurator, polityk i biurokrata.