Tak przynajmniej wynika z rankingu podatności na korupcję, który co roku publikuje Amnesty International. W najnowszym, który został sporządzony w oparciu o dane za 2014 r. i opublikowany w grudniu 2014, Polska znalazła się na 38 miejscu. Nasz kraj wyprzedziły nie tylko wspomniane republiki bananowe, ale np.: Wyspy Bahama, Bhutan, Katar, Chile, Urugwaj. Wszędzie tak urzędnicy mają mniej lepkie ręce, niż nasi.
Wiadomo, że ranking tego rodzaju nie może opierać się na twardych danych. Amnesty International ma jednak duże doświadczenie w zbieraniu danych do określania wskaźnika korupcji w sektorze publicznym, co fachowo określa się Indeksem Percepcji Korupcji (CPI). I o ile Amnesty International może się mylić co do konkretnego miejsca na liście, to raczej nie ma wątpliwości, że prawidłowo ocenia sytuację w danych krajach. Sami zresztą oceńcie. Zdaniem AI najbardziej uczciwi urzędnicy na świecie znajdują się w Danii. Niezmiennie od paru lat. Zaraz po duńskich są biurokraci z Nowej Zelandii, a następnie Finowie. Nasz nochal podpowiada, że Finowie rzeczywiście są bardzo uczciwi. O tych z końca świata wiele nie wiemy, ale wątpić w uczciwość Duńczyków, to tak, jakby twierdzić, że francuski koniak, to siki.
Jedźmy dalej. Najbardziej skorumpowane kraje świata: Somalia, Korea Północna, Sudan. Może kolejność być inna, ale sami pomyślcie... Gdzie rządzą piraci, tam chyba trudno mówić o rządach prawa, nieprawdaż?
W Unii Europejskiej najbardziej skorumpowaną administrację podobno ma Rumunia. Nieco lepiej rzekomo jest w słonecznej Italii a następnie w Grecji. To zdaniem AI najbardziej skorumpowana trójka Unii Europejskiej. Jesteśmy przeszczęśliwi, że u nas urzędnicy rzadziej biorą w łapę. Co innego łapówki, a co innego oczekiwane od nas wszystkich dowody wdzięczności. Ha! Żartowaliśmy. Już będziemy poważni.
I na poważnie już będzie. Trafił nam w łapy biuletyn Centralnego Biura Korupcyjnego, który jest w części poświęcony właśnie urzędniczemu łapówkarstwu. Biuletyn to oficjalny i nietajny, więc nie popełnimy żadnego grzechu, jeśli go przeczytamy, a nawet, gdy go omówimy.
Na początek dowiedzieliśmy się z niego, że „katalog przestępstw korupcyjnych” zawarty w polskim kodeksie karnym, obejmuje:
sprzedajność urzędniczą i przekupstwo (artykuły 228 i 229 kk),
płatną protekcję, przekroczenie uprawnień, niedopełnienie obowiązków (art. 230 i 231 kk),
korupcję gospodarczą, przekupstwa menedżerskie, nadużycie zaufania, korupcję wyborczą (art. 296, 250a kk),
korupcję wierzycieli, udaremnianie lub utrudnianie przetargu publicznego, poświadczenie nieprawdy (art. 302, 305, 271 kk).
Jak widać nie wszystko musi dotyczyć urzędników. Ale jest tego trochę, więc nasi biurokraci powinni się nieco obawiać korupcyjnych zachowań. Tyle, że gdy można dokopać zwykłemu przedsiębiorcy, bo tak trzeba, to wspomniane artykuły idą w las. Jak mówi stare powiedzenie, na układy nie ma rady.
CBA przypomina, że korupcja nie zawsze oznacza tylko to, co określają przepisy kodeksu karnego. Autor opracowania przypomina, że słowo to wywodzi się z łaciny i oznacza zgniliznę. Wymienia instytucja zajmujące się ściganiem bądź zwalczaniem korupcji w Polsce: policja, CBA, ABW, urzędy kontroli skarbowej, urzędy skarbowe, Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej w Ministerstwie Finansów, Komisja Europejska, Europejski Komitet Audytorów, Europejski Urząd ds. Przeciwdziałania Oszustwom Finansowym, Komitet ds. Kontroli i Audytu Funduszy Strukturalnych i Spójności, Departament Certyfikacji i Poświadczeń Środków z UE. Jednocześnie, zdaniem CBA, nadal zbyt mało jest specjalistów od zwalczania korupcji. Więcej urzędów, więcej urzędników. Oto ma być sposób na korupcję.
A myśmy naiwnie myśleli, że najlepszym sposobem jest proste, przejrzyste i jednakowe dla wszystkich prawo.