Premier Kopacz obiecała rozliczyć złodziei, którzy okradli kopalnię Kazimierz-Juliusz i tysiące rodzin w Sosnowcu. Czekamy! Część I

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W piątek 29 maja 2015 r. na powierzchnię wyjechała ostatnia tona węgla wydobyta z kopalni Kazimierz-Juliusz. Historia ostatnich miesięcy działania tej kopalni i walki o to, by nie zamykać jej przed czasem, to zarazem historia o tym, jak w Polsce prześladuje się zwykłych ludzi, jak próbuje się ich okraść i oszukać. Zarazem pokazuje ona stosunek tych, którzy zaszli na szczyt do wielu ważnych kwestii, jak np. uczciwość, dbałość o powierzone mienie, interes publiczny. Historia ta pokazuje, jak próbowano wykorzystać przepisy prawa, by obrabować kilka tysięcy ciężko pracujących, uczciwych ludzi. Ale jest w tej historii także coś pozytywnego. Pokazuje ona, że zdeterminowani i zjednoczeni ludzie mogą obronić siebie, swoje miejsca pracy, swój majątek i swoje rodziny.

 

We wrześniu 2014 r. górnicy kopalni Kazimierz-Juliusz w Sosnowcu dowiedzieli się, że spółka (zakład był spółką-córką Katowickiego Holdingu Węglowego) jest bardzo zadłużona. Jej dług wynosił 110 mln zł.

Skąd ten dług? Nawet prezes kopalni nie wiedział. Dług powstał, zanim tu został prezesem.

Co gorsza prezes ustalił, że oprócz tego brakowało 30 mln zł, które były odłożone na przeprowadzenie procesu likwidacji kopalni po wyczerpaniu złoża. Brakowało również 18 mln zł odłożonych na wypłatę odszkodowań za szkody górnicze.

Zszokowani górnicy dowiedzieli się także, że zniknęły oszczędności górników, które ci wpłacali do kasy zapomogowo-pożyczkowej. Ile było tych pieniędzy - prezesowi nie udało się ustalić. Znalazł dwie umowy, podpisane za rządów poprzednika. Wynikało z nich, że kopalnia zaciągnęła u górników kredyt bez ich wiedzy. W umowach podane było oprocentowanie pożyczek, ale nie było kwot.

Nie był to koniec złych wieści. Kopalnia nie płaciła swoich należności. W związku z tym, na wniosek wierzycieli, sąd dokonał zajęcia hipoteki przedsiębiorstwa i polecił komornikom ściągnąć 17 mln zł. Cały majątek kopalni wymieniony był w jednej księdze hipotecznej. Znajdowały się tam nie tylko zabudowania kopalniane, lecz również całe osiedla mieszkaniowe Sosnowca. W latach siedemdziesiątych kopalnia była znacznie większa, pracowało w niej dużo więcej ludzi i budowała dla nich bloki. Toteż komornicy zajęli sosnowieckie dzielnice: Kazimierz Górniczy, Ostrowy, Juliusz, Grabocin. W sumie 1834 mieszkania zakładowe.

Wszyscy górnicy regularnie płacili czynsze. Kopalnia z wypłaty potrącała im należności czynszowe, które następnie przelewała do swojej spółki mieszkaniowej. Tyle że w pewnym momencie przestała te pieniądze przelewać, choć dalej potrącała należności czynszowe swoim pracownikom. W ten sposób ponownie zostali okradzeni.

Jeśli górnicy Kazimierza Juliusza brali pożyczki, czynili to najczęściej w SKOK Wesoła. Raty pożyczek i kredytów też były potrącane automatycznie przy wypłacie. Ale kopalnia nie przekazywała ich dalej. Na szczęście dla ludzi SKOK obiecał, że będzie pozywał kopalnię, a nie pożyczkobiorców.

Kolejne złodziejstwo dotyczyło górników i innych pracowników, którym na mocy wyroków sądowych kopalnia musiała zatrzymywać część wynagrodzenia. Chodziło najczęściej alimenty. Przestały one trafiać do byłych żon i do dzieci. Niepłacenie alimentów jest w Polsce przestępstwem, za które idzie się do więzienia. Ludzie nie z własnej winy stali się przestępcami - dostawali przedsądowe wezwania do zapłaty.

 

Część II jutro.

Ostatnio zmieniany niedziela, 31 maj 2015 21:41

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku