We wrześniu 2014 r. w obronie kopalni Kazimierz-Juliusz i zakładowych bloków mieszkalnych stanęli górnicy, którzy rozpoczęli okupację podziemi zakładu, a także mieszkańcy sosnowieckich dzielnic, nawet ci, którzy górnikami nie byli, m.in. liczne kobiety. Gdy protest się rozpoczął kierownictwo KHW planowało ukarać jego uczestników dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy i eksmisją z mieszkania.
Okupacja wyglądała następująco: Każda kolejna zmiana po zakończonej pracy zostawała na dole. Najpierw przez 8 godzin górnicy fedrowali węgiel, a potem przyłączali się do kolegów okupujących kopalnię. Tak więc cały czas trwało wydobycie. Protest nie przynosił strat, a - jak się później okazało - wręcz przeciwnie.
Górnicy dostali tylko część wypłaty. Byli tacy, którym na rękę dano 50 zł. Ogłosili, że jeśli ktoś chce kupić wydobyty przez nich węgiel, to musi przywieźć gotówkę. W ciągu 4 godzin sprzedali wszystko. Dla kopalni zarobili 1,1 mln zł.
Prezes KHW informował we wrześniu 2014 r., że w pierwszym kwartale 2014 r. wynik finansowy Kazimierza-Juliusza był dobry i nic nie wskazywało na wielki dług. Pierwsze problemy finansowe kopalni zaczęły się w czerwcu 2014 r. Później miesięcznie KHW musiał dokładać do kopalni 3 mln zł. Ale 3 mln zł razy 3 miesiące dają 9 mln zł. A dług to 110 mln. I to w sytuacji, gdy kopalnia wydobywała poszukiwany węgiel, na który byli kupcy.
Górnicy z tej ostatniej kopalni w Sosnowcu, a także lokatorzy mieszkań zakładowych kopalni, mieli szczęście, gdyż akurat wtedy zmienił się szef rządu. Premierem została Ewa Kopacz. Ktoś w jej otoczeniu poszedł po rozum do głowy i uznał, że nie byłoby dla niej dobrze, gdyby na samym początku urzędowania zlekceważyła problemy kilku tysięcy mieszkańców jednego z największych miast woj. śląskiego. Spotkała się z żonami protestujących górników. Te prosiły ją o zbadanie, skąd wziął się dług kopalni wynoszący ponad 100 mln zł. I żeby dopilnowała, by ukarano winnych tej sytuacji. Oraz zadbała o to, by złoże zostało wydobyte do końca. Ewa Kopacz obiecała, że zadba.
Górnicy, ich żony i ludzie, którzy wspierali protest, zwyciężyli. Zadbali, by kopalnia wydobywała węgiel jeszcze przez pewien czas, zarabiała, płaciła podatki, dawała pracę ludziom. To wszystko, mimo że okradziono ją z wielu milionów złotych.
Ze swej strony obiecujemy, że wkrótce będziemy informować, czy wskazano i podjęto próbę rozliczenia złodziei, odpowiedzialnych za wyprowadzenie pieniędzy z kopalni Kazimierz-Juliusz i to, że na mieszkaniach, alimentach, ratach spłacanych pożyczek i majątku zwykłych, uczciwych ludzi, siedli komornicy.