Urzędniczo zaprogramowana tragedia

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

65 zabitych. Ponad setka rannych. Ponad tysiąc osób ledwie uszła z życiem. Tak się musiało skończyć wpuszczenie ludzi do hali, której dach był w złym stanie technicznym. 


9 lat temu doszło do tragedii podczas wystawy gołębi w Międzynarodowych Targach Katowickich, a ofiary i ich rodziny nadal się sądzą ze Skarbem Państwa o należne im odszkodowania.

Kiedy już wszyscy ranni trafili do szpitali, rozrzuconych w całej aglomeracji i wydobyto ciała tych, którzy mieli najmniej szczęścia, zaczęto szukać przyczyn tragedii. W pierwszej kolejności rozpatrywano hipotezę, że powodem zawalenia się dachu mogła być gruba, nieusuwana regularnie warstwa śniegu przekształcającego się od spodu w warstwę lodu. Zdaniem pracowników, jej grubość wynosiła aż 1,5 metra. Inni świadkowie twierdzili, że śniegu nie było. Według strażaków i osób biorących udział w akcji, pokrywa śniegu i lodu zalegająca na pozostałościach dachu miała zaledwie pół metra. Jednak to „zaledwie” pół metra, stanowiło 2,5 tysiąca ton śniegu. Konstrukcja zapewne wytrzymałaby ten ciężar gdyby dach już wcześniej nie był uszkodzony. Amatorski materiał wideo z akcji odśnieżania w 2002 roku ujawnił, że usuwanie śniegu rozpoczęto wówczas, gdy jego warstwa wynosiła ok. 1,5 do 3 metrów. Taka jego ilość mogła ważyć nawet około 60 tys. ton. Zdaniem ekspertów już wtedy mogło dojść do przeciążenia i uszkodzenia konstrukcji dachu. Tezę tę potwierdzały zeznania wielu świadków – pracowników i wystawców korzystających z hali w czasie poprzednich imprez. Zeznali oni, że dach poważnie przeciekał, wręcz "lał", a powierzchnia wystawiennicza w miejscach przecieków była wynajmowana taniej. Na kilka tygodni przed imprezą, dach ugiął się (i to nie pierwszy raz). Choć usunięto śnieg, dach się nie wyprostował. Jednak mimo to w feralnej hali urządzono tak wielką imprezę.

Im dłużej trwało śledztwo, tym więcej zaniedbań wychodziło na jaw. Błędy zaczęto popełniać już w fazie konstrukcyjnej. Jak się potem okazało, człowiek, który faktycznie projektował halę, nie miał do tego odpowiednich uprawnień, dlatego pod projektem podpisał się inny konstruktor. To w Polsce bardzo często stosowana praktyka. Do licznych błędów konstrukcyjnych doszło niestaranne wykonanie i oszczędności przy budowie. Potem nałożyło się na to wiele zaniedbań konserwacyjnych. Już cztery lata wcześniej, gdy dach zaczął przeciekać, pawilon powinien zostać poddany gruntownemu remontowi, a nawet należało przeprowadzić ponowne wyliczenia. Tymczasem przeprowadzano tam tylko kosmetyczne naprawy i organizowano kolejne imprezy. Dlaczego akurat tam, skoro na terenie MTK są inne, starsze ale znacznie bardziej stabilne hale? Dlatego, że tam mieściło się najwięcej osób, zatem i zarabiało się najwięcej pieniędzy. 

W niespełna miesiąc po katastrofie postawiono pierwsze zarzuty, a do aresztu trafiło dwóch członków zarządu MTK i dyrektor techniczny. W czerwcu zatrzymano trzech projektantów zawalonej hali. W lipcu 2008 roku, w sądzie był już akt oskarżenia.  Zarzuty postawiono 14 osobom, m. in. projektantom budynku Jackowi J. i Szczepanowi K., którzy odpowiadali za bezpośrednie narażenie życia ludzkiego. Dyrektorzy – Nowozelandczyk Bruce R. i Ryszard Z. oraz 7 innych osób odpowiadało za zaniedbania. Przed sądem stanęła również powiatowa inspektor nadzoru budowlanego Maria K.

Do sądów cywilnych trafiło też ponad 100 spraw o odszkodowanie. Ofiary i ich rodziny do dziś walczą o godziwe rekompensaty. Najpierw ze spółką MTK, potem ze Skarbem Państwa. Dwa pozwy zbiorowe przeciwko Skarbowi Państwa zostały odrzucone przez sąd, jednak pod koniec stycznia br. Sąd Najwyższy przyznał wreszcie rodzinom ofiar katastrofy w MTK prawo do walki o odszkodowanie w pozwie zbiorowym. Pod koniec stycznia 2015 r., czyli nie po roku czy dwóch, ale po 9 latach od tragedii. Czy to nie kolejny przykład kpiarskiego podejścia do ludzkiego nieszczęścia i zbiorowej tragedii? 

Prawnik, który reprezentuje obecnie ponad 30 poszkodowanych twierdzi, że są oni oburzeni sposobem, w jaki traktuje ich państwo polskie. Przytacza też przykład Łotwy i katastrofy w hipermarkecie w Rydze, w listopadzie 2013 roku, gdzie każda z rodzin 54 ofiar dostała znaczną pomoc, zanim jeszcze zakończyła się akcja poszukiwawcza.

Ostatnio zmieniany wtorek, 18 sierpień 2015 08:58

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku