Papierowy dobrobyt

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Gdyby ktokolwiek jeszcze wątpił w to, jak cudnie się żyje Polakom, GUS rozwiąże jego wątpliwości – niemal co kwartał nasze zarobki  rosną. 

 

Kilka dni temu po raz kolejny usłyszeliśmy dobre wieści.

„W lipcu 2015 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 0,9 proc. w ujęciu rocznym, a wynagrodzenie o 3,3 proc. w ujęciu rocznym” - podał radosną nowinę Główny Urząd Statystyczny.

Na tej podstawie analitycy urzędu już wyciągają daleko idące wnioski o tym, że to najlepszy dowód na dobrą formę naszej gospodarki. No i oczywiście, że społeczeństwo stale się bogaci. 

Tak naprawdę, ludzie zatrudnieni  w dużych firmach, czyli tych liczących powyżej 10 pracowników, stanowią u nas mniej niż 40 proc. wszystkich osób pracujących. To oznacza, że średnie wynagrodzenie jest liczone na podstawie mniejszości, do tego tej uprzywilejowanej.

Dlaczego uprzywilejowanej? Składki miesięczne na ubezpieczenia społeczne, obliczane są na podstawie średniego wynagrodzenia.  Czyli im wyższe średnie wynagrodzenie jest wykazywane, tym więcej zyskuje na tym państwo. A to, że kwota ta bywa zaporowa dla osób samozatrudnionych i drobnych przedsiębiorców, to nie obchodzi rządzących naszym krajem, jak i opłacanych z naszych podatków urzędników ZUS czy inspektorów z urzędów skarbowych. Jak ludzie nie zapłacą wygórowanych składek, zawsze będzie można posłać do nich poborcę czy innego komornika. Albo po prostu zająć konto służące działalności gospodarczej.  

Fakt, którego nie da się kwestionować, że dużo ładniej wygląda na papierze oszukiwane średnie wynagrodzenie w wysokości ponad 4 tys zł niż to prawdziwe, ledwie sięgające 2.5 tysiąca. Z tego punktu widzenia GUS jest więc instytucją niezbędną.

Ale, jak jest naprawdę, każdy widzi.  

Jutro kontynuujemy temat. 

Ostatnio zmieniany sobota, 22 sierpień 2015 07:21

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku