Oczywiste jest, że ośrodków dla przestępców z zaburzeniami seksualnymi powinno być więcej. Tymczasem wkrótce może przestać istnieć nawet Pro Vita w Krakowie. Powód? Skąpstwo polskiego państwa.
Sądy kierują ludzi z zaburzeniami seksualnymi na terapię, a NFZ zakazuje ich leczyć, twierdząc, że odpowiednia ustawa obwiązuje od trzech lat, więc nie będzie finansować terapii osób skazanych wcześniej niż te trzy lata. W rezultacie ponad 20 osób trzeba było odesłać. Część z nich, nieleczona, znów popełniła przestępstwo.
Dyrektor Pro Vity, dr n. med. Wojciech Śledziński, ma dość bałaganu.
- Musieliśmy dopłacać z własnej kieszeni ok. 20 proc. miesięcznie. NFZ dawał nam 4 tys. 397 zł miesięcznie na 8 specjalistów potrzebnych do terapii, m.in psychiatrę, seksuologa, psychologa klinicznego,. Musiałem mieć ich w gotowości przez 15 godzin tygodniowo. Wypada 488,50 zł na osobę… - tłumaczył dr Śledziński.
W tym czasie niemal pusty stał ośrodek w Gostyninie, którego utrzymanie tylko w pierwszym półroczu 2014 r. kosztowało blisko 238 tys. złotych.
NFZ nie stać na obronę naszych dzieci przed dewiantami, ale stać na roczne wydawanie 20 mln. celem utrzymania ”Ewusia”, który narusza nasze konstytucyjne prawo do bezpłatnej służby zdrowia.
Administracja Funduszu kosztuje nas rocznie 703 mln. zł, z czego 312 mln. idzie na pensje dla urzędników. To dane za zeszły rok. W tym roku będzie drożej. Albowiem pracownicy administracyjni mają zagwarantowane przepisami coroczne podwyżki i premie.