Media roztaczają przed nami wizję wspaniałej rzeczywistości, w której wszyscy budujemy dobrobyt, coraz więcej zarabiamy i pławimy się w ciepłych morzach podczas urlopu. Jednak coraz częściej ten sielankowy obraz zakłócają obrazki z kolejnych protestów ludzi, walczących o swoje prawa i sygnały o tym, że lawinowo rośnie liczba samobójstw wśród Polaków.
Liczby nie pozostawiają wątpliwości – w 2009 roku na życie targnęło się 5,9 tys. osób. Był to najwyższy wskaźnik od sześciu lat. Potem jednak było jeszcze gorzej - w 2013 prób samobójczych było już 6097 a w ubiegłym roku – już 8,5 tys. Każdego dnia życie odbiera sobie 16 Polaków co oznacza, że mamy więcej samobójców niż ofiar wypadków komunikacyjnych.
Z samobójstwami zawsze mieliśmy do czynienia. Przeważnie byli to jednak nieszczęśliwie zakochani, młodzi ludzie, uczniowie z problemami szkolnymi, osoby dotknięte nałogami. Dziś takimi bzdurami, jak szkoła czy miłość, ludzie coraz mniej się przejmują. Mają poważniejsze problemy, takie jak praca i dach nad głową.
Statystyczny polski samobójca dziś jest mężczyzną, który ma problemy w pracy, coraz częściej zagląda do butelki i zaczyna popadać w depresję. Kobiety odbierają sobie życie 6 razy rzadziej.
– Mężczyźni piją więcej alkoholu, częściej zażywają też inne środki odurzające, są mniej religijni od kobiet, poza tym wybierają bardziej śmiertelne środki. Do tego silnie odczuwają presję gdy tracą pracę w przypadku, kiedy są jedynym żywicielem rodziny - tłumaczył Włodzimierz A. Brodniak z Pracowni Suicydologicznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii.
Zdaniem Brodniaka statystyki to zaledwie wierzchołek góry lodowej, bowiem policyjne raporty nie obejmują wielu prób samobójczych.
W tragicznej statystyce przodują województwa: śląskie, łódzkie i świętokrzyskie.
Jutro kontynuujemy temat.