Policjanci szczególnej troski

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Historia jak z „Procesu” Kafki. Różnica jest taka, że główny bohater poznał zarzut, co sprawiło, że historia jest jeszcze bardziej absurdalna.

 

Kto nie czytał "Procesu"... Józef K. został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano. Tylko nikt nie wiedział za co. Ale polscy policjanci na pewno znaleźliby jakiś powód.

Krystian N. pracował jako dyrektor Zakładu Obsługi Administracji przy Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim. Był cenionym pracownikiem, otrzymywał nagrody, miał ustabilizowane życie. Aż do 2008 roku, kiedy pewnego dnia jego biuro odwiedziło trzech policjantów z nakazem rewizji - jego gabinetu i pracowni poligraficznej. N. i kilku jego pracownikom postawiono zarzut fałszowania pieniędzy. Mieli produkować fałszywe euro i czeskie korony.

Ponoć w jednym z podległych Krystianowi N. wydziałów pracownicy drukowali je na wysokiej jakości kopiarce. Rzekomą aferę wykryła urzędniczka, podwładna N., która z kosza na śmieci wyciągnęła dowody zbrodni. Były to pomięte kartki papieru. Na jednych wydrukowane były rewersy, a na innych awersy banknotów euro i koron czeskich. Ponoć nawet powiadomiła dyrektora o przestępczym procederze kolegów, ale dyrektor (były już) nie zareagował i kazał wyrzucić śmieci, czyli dowody zbrodni, z powrotem do kosza. Za co później oskarżono go o „utrudnianie postępowania”, ponieważ, jak twierdził Dariusz Domarecki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim „ będąc przełożonym osób, które dokonywały kserowania banknotów, ujawnił ten fakt na pewnym etapie swojej pracy i ukrył dowody, które pozwalały na wykrycie tego przestępstwa”.

– To była dla mnie całkowita konsternacja, zupełne zaskoczenie. Do tego momentu moja wiedza na temat tak zwanego procederu była szczątkowa, wręcz żadna. Opierała się na niepotwierdzonej przez sądy opinii podległej mi pracownicy, która jakoby miała mnie poinformować o tej próbie na pomiętym skrawku papieru wyciągniętym z kosza, który miał być fragmentem pieniądza – wspomina N.

Po pięciu latach "wytężonej" pracy naszych organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, 25 czerwca 2013 r. Sąd Okręgowy w Gorzowie uniewinnił pana N. i innych oskarżonych od wszystkich zarzutów, uznając, że jednostronnych kserokopii, nawet jeśli do złudzenia przypominają oryginał, nie można uznać za podrobiony pieniądz. Wyrok podtrzymał Sąd Apelacyjny w Szczecinie w listopadzie 2013 r.

Wydawałoby się, że wszystko dobrze się skończyło, jednak nie dla Krystiana N., który do dziś nie odzyskał pracy. Absurdalny zarzut wywrócił jego życie do góry nogami i z pozycji głowy rodziny spadł do roli utrzymanka żony.

 

Jakim cudem, naszemu wymiarowi sprawiedliwości, aż pięć lat zajęło ustalenie czegoś tak oczywistego jak fakt, że „jednostronnym” pieniądzem nie da się zapłacić pod żadną szerokością geograficzną? Jedynym wytłumaczeniem może być to, że sąd i prokuratura chciały dać dowód niewyobrażalnej bezmyślności. Co do policji - liczyliśmy, że odróżni zupę od drugiego dania, psa od wieloryba, jezioro od góry, a kartkę papieru od banknotu. Byliśmy w błędzie. Głupota nie ma ceny. Szczególnie, gdy kosztuje podatników.  

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku