Śmierć i gniew

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Legionowo od ponad tygodnia wrze po tym, jak podczas interwencji policji zmarł 19-letni Rafał.

W poniedziałek 9 marca, w okolicach godziny 14.00 policjanci podeszli do grupy osób, podejrzanych o posiadanie narkotyków. Rafał zaczął uciekać, a przy okazji próbował połknąć gram marihuany, który miał przy sobie. Narkotyk był w foliowym woreczku. Wedle zeznań świadków, kiedy chłopak się przewrócił, policjanci na siłę próbowali wydobyć paczuszkę z marihuaną, zamiast mu pomóc. Zdaniem policjantów, było odwrotnie - po próbie przełknięcia narkotyku Rafał osunął się na ziemię, po czym doszło do zatrzymania akcji serca. Funkcjonariusze mieli udzielać mu pierwszej pomocy i reanimować do przyjazdu karetki, jednak mężczyzna zmarł w drodze do szpitala.

Szepcze się, że policjant który przyduszał, a wedle policyjnej wersji, ratował Rafała, ma już trzy sprawy za przekroczenie kompetencji.

Podobno policjanci chcieli ująć dilera, jednak ojczym i znajomi chłopaka zapewniają, że nie miał on nic wspólnego z rozprowadzaniem narkotyków, a marihuanę kupił dla siebie. Co i tak stanowi w Polsce przestępstwo.

W niedzielę, 15 marca o godz. 20.00, pod budynkiem legionowskiej komendy powiatowej zebrało się blisko 800 osób. Początkowo mieli tylko zapalić znicze aby uczcić pamięć Rafała. Potem nieoczekiwanie pokojowa demonstracja zamieniła się w regularne zamieszki. Ok. 20.45, budynek komendy obrzucony został jajkami i butelkami. Wybuchły też pierwsze petardy. W 10 minut później do akcji wkroczyły oddziały prewencji. Tuż po 21.00 miało miejsce pierwsze starcie demonstrantów z policją. W stronę funkcjonariuszy poleciały jajka, butelki i kamienie, a pod komendę zaczęło przyjeżdżać coraz więcej radiowozów z posiłkami. Policjanci użyli gazu. Pojawiła się również armatka wodna. W końcu ojczym Rafała zwrócił się do demonstrantów, aby rozeszli się do domów. Sytuacja nieco się uspokoiła ok. godz. 23.00. ale do starć dochodziło przez kolejne dwa dni. Ludzie domagali się tylko, aby policjanci obecni przy feralnej interwencji, zostali zawieszeni na do czasu wyjaśnienia sprawy.

W niespełna tydzień po śmierci Rafała sytuacja się powtórzyła. Tym razem policyjną pomoc przypłacił życiem 23-letni Radek, mieszkaniec Sosnowca. Mężczyzna wcześniej brał środki odurzające ale zdaniem świadków nie był agresywny. Mimo to policjanci mieli dociskać go do ziemi i nie reagowali na krzyki, że go boli. Śmierć Radka także wywołała zamieszki. We wtorek 17 marca mieszkańcy Sosnowca wyszli zaprotestować, bo uważali, że za tę śmierć odpowiadali policjanci.

Protestujący zablokowali centrum miasta. Wedle przepisów każdą demonstrację należy wcześniej zgłosić w urzędzie miasta. W świetle prawa było to więc nielegalne zgromadzenie. Policja przez megafon wezwała tłum do rozejścia się i przepuszczenia tramwaju. W odpowiedzi poleciały nieprzystojne epitety i okrzyki: „Mordercy! Mordercy!”. A za okrzykami poleciały kamienie i petardy. W odpowiedzi policja użyła broni gładkolufowej.

W Legionowie winę za zamieszki zrzucono na "zadymiarzy". W Sosnowcu na "pijanych kiboli". I tu, i tu policja nie miała sobie nic do zarzucenia.

Czy słusznie? W końcu Rafał i Radek nie są jedynymi ofiarami policyjnych interwencji. W lutym w podobnych okolicznościach zmarł 31-letni mieszkaniec Torunia, chory na schizofrenię. Na izbę wytrzeźwień (jak Radka z Sosnowca), a nie do szpitala, policjanci z jednej miejscowości odwieźli chorego na cukrzycę, a z innej - człowieka z udarem mózgu. Funkcjonariusze z Oleśnicy urządzili sobie polowanie na ludzi, a upolowanych katowali wedle metod stosowanych w okupowanym Iraku (o czym wkrótce). Pierwszy wniosek: policja nie jest odpowiednio przeszkolona. I kolejny: rekrutuje sadystów, psychopatów, idiotów. Daje im do ręki pistolety, pałki, kajdanki, gaz i uprawnienia do używania tzw. środków przymusu bezpośredniego. A co najgorsze - poczucie władzy, bezkarności i świadomości wsparcia w sytuacji popełnienia przestępstwa.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku