Podatkowi okupanci. Część I

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Gnębiąc bazarowy, drobny handel, państwo nie odzyska tego, co traci na wielkich przekrętach.

 

 

- Polskie państwo ośmiesza się organizując naloty na bazary i jarmarki, jednocześnie tolerując istnienie na rynku agresywnej optymalizacji podatkowej. Działający na nim specjaliści wykreują dowolne koszty, aby zniwelować zyski korporacji i zmniejszyć płacone podatki” – mówi prof. Witold Modzelewski, dodając właśnie to, że gnębiąc bazarowy, drobny handel państwo nie odzyska tego, co traci na wielkich przekrętach.

Scenka pierwsza, opisana w „Salonie 24” przez naocznego świadka: Inspektor Urzędu Kontroli Skarbowej, tuż przed zamknięciem bazaru, usilnie namawia kupców, by sprzedali mu jedną pomarańczę, jabłko lub bułkę. Czeka, aż ktoś zapomni wydać mu paragon. Wszyscy jednak go dają. Wreszcie znalazł ofiarę – to piekarz, który już zakończył pracę. Na początku piekarz odmawia sprzedaży mówiąc, że pieczywo jest już spakowane, a kasa zamknięta. Mężczyzna jednak bardzo prosi, więc sprzedawca lituje się, wyciąga z worka jedną bułkę i sprzedaje ją, a należne 50 gr. wkłada do kieszeni. Na to czekał inspektor, który natychmiast pokazuje legitymację i wręcza mandat. Miękkie serce kosztowało piekarza 300 zł.

Scenka druga, opowiedziana nam przez pewną barmankę: Kilku mężczyzn stoi w kolejce po piwo. Właścicielka baru nalewa piwo, po czym nabija zakup na kasę fiskalną. Kolejny klient pokazuje jej legitymację inspektora skarbowego i wręcza mandat wysokości 500 zł. Dlaczego? Ponieważ kobieta nabiła rachunek już po wydaniu piwa, a powinna to zrobić przedtem. Oczywiście większość rachunków w pubach i barach nabija się już po nalaniu piwa z przyczyn czysto praktycznych – klienci często zmieniają zamówienie, łatwiej więc wydać paragon potem, jednak zgodnie z przepisami, barmanka powinna nabijać kolejne zamówienia i wycofywać je za każdym razem, kiedy klient zmieni zdanie.

Scenka trzecia, opowieść Krzysztofa ze Wschowy: „Podczas jarmarku mieszczańskiego w 2014 podeszła do mojego stoiska kontrola Urzędu Skarbowego. Pani zamówiła towar i dostała paragon, a następnie stwierdziła, że ze swoją współpracownicą widziały, jak nie wydałem paragonu komuś przed nimi. Oczywiście odmówiłem przyjęcia mandatu naiwnie wierząc, że każdy sąd wyśmieje akt oskarżenia, w którym nie ma żadnych dowodów przeciwko mnie. Żadnych. W ubiegły czwartek przegrałem w sądzie, który nawet nie przesłuchał moich świadków”. Akcja kontrolerów skarbowych kosztowała go 2,2 tys. złotych - wliczając koszta sądowe i pomoc prawnika.

 Źródło http://natemat.pl/

Ciąg dalszy jutro.

Ostatnio zmieniany sobota, 11 lipiec 2015 16:25

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku